IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Singapur, 1867

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Singapur, 1867   Pią Lut 05, 2016 11:28 pm

Można było zaprzeczać czy zmieniać historię, ale od czasu dzierżawy tego terenu przez Wielką Brytanię region Singapuru rozwinął się niesamowicie. Założono faktorię handlową, reeksportowano między innymi kauczuk, ryż i przyprawy korzenne, a nadmorskie tereny przekształcano w port, który ciągle się rozwijał. Mimo to, jak chyba w większości kolonii, sytuacja rdzennych mieszkańców nie poprawiła się, ba, można powiedzieć, że uległa pogorszeniu, bo o ile wcześniej zarabiali (albo starali się zarabiać) na siebie, o tyle teraz musieli pracować dla obcego mocarstwa spoza ich kontynentu, które miało ich gdzieś, a liczyły się dla niego tylko zyski.



Dla Yanan bycie pod czyimś panowaniem to nic nowego, wykorzystywanie jej jako tanią siłę roboczą to w sumie też był chleb powszedni. Nawet jeśli z tytułu bycia nacją traktowano ją nieco lepiej, to i tak wciąż była kobietą. A przecież mężczyzna nigdy nie przyzna, że słucha się kobiety i że ta ma jakikolwiek wpływ na decyzje podejmowane przez niego. Dlatego Yanan, przyzwyczajona do zmywania, sprzątania i gotowania nauczyła się słuchać. Słuchać tego co mogła i wykorzystywać to później, chociaż co do tego drugiego, nigdy nie miała szansy tego zrobić. Więc mogła tylko siedzieć i mieć nadzieję, że pewnego dnia może stanie na własnych nogach i wtedy podzieli się ze swoimi przywódcami wszystkim, co wie. A oni się zajmą jej państwem, wykorzystując jej informacje, ona dalej będzie im służyć, ale już nie tylko jako kobieta, ale jako informator. Takie miała marzenie.Tak będzie pewnego dnia.
Ale to nie miał być ten dzień. Nie, w tym dniu przybywał Arthur - obecny pan i władca tych ziem. Zabawne, że gdyby spotkała go w innych okolicznościach, gdyby ją kupił, porwał czy cokolwiek, gdyby byli zwykłymi ludźmi - nie drażniłby jej jego charakter czy to jak się do niej odnosił. Służyłaby mu jak potrafi, nie wtrącając się w nic. Ale ponieważ był nacją, która okupowała jej kraj, czy też coś, co kraj stanowić powinno, nie cierpiała go za to, nie dając jednak nic poznać w żadnym ruchu, geście, słowie czy wyrazie twarzy. Zastanawiała się za to, czy dałoby się jakoś obrócić obecność Anglii na swoją korzyść. Czy można by go napuścić na któregoś z sąsiadów? Może. Może nie.
Stała teraz na deskach portowej przystani, oczekując na pojawienie się statku. Włosy jakoś zaczesała, ubrała jedną ze swoich niewielu bawełnianych tunik (niskiej klasy bo niskiej, ale jednak mogła wybierać spośród kolorów). Na nogach zaś miała sandały plecione ze słomy. Wyczekiwała na przypłynięcie Arthura, gotowa pokazać mu wszystko, co chciał zobaczyć, nosić mu bagaże czy też robić za tłumacza. Nie poruszała się zbytnio, cierpliwie stojąc w miejscu i ignorując słońce, które grzało dziś wyjątkowo.
Powrót do góry Go down
Anglia

avatar

Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 86
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Czw Lut 11, 2016 7:44 pm

Anglia zmarszczył nos. Czuł wyraźnie zapach słonego morza i butwiejącego drewna, który otaczał ich statek. Słyszał szum fal rozbijających się o kadłub i dostrzegał białe bałwany piany, które rozchodziły się kręgami po turkusowej tafli. Pozwolił sobie chwilę na podziwianie tego widoku zanim jego spojrzenie nie przesunęło się w stronę rysującej się na horyzoncie ciemnej skorupy dżungli. Nieprzebyty tropikalny las krył w sobie tysiące sposobów na morderstwo białego człowieka, ale Anglia nie czuł przed nim strachu. Wręcz przeciwnie. Uważał to za interesujące wyzwanie, wyciąć go aż do samej ziemi i pokazać, że natura nie grała wielkiej roli w starciu z niezachwianym Imperium.
Imperium, właśnie. Na samą myśl o kolejnym zwycięstwie (Które to już z kolei? Jak bardzo wydawało mu się to już pospolite?) kąciki angielskich ust drgnęły. Było to najbliższe uśmiechu, co Anglia potrafił u siebie wywołać. Bo nie uśmiechał się już od dawna. Kiedy ostatni raz sobie na to pozwolił? Przed czy po niepodległości Stanów Zjednoczonych? Czy podczas tysięcy wiedeńskich tańców jeszcze to robił?
Już nie pamiętał.
Przybyli powoli do brzegu, a Anglia poprawił odruchowo białe rękawiczki. Każdy skrawek jego bladego ciała zakrywał ciemny materiał fraka, czarna muszka uciskała mu szyję, a na głowie pysznił się cylinder. Było gorąco i choć Anglia czuł, że bawełniana koszula, znajdująca się pod frakiem, przykleja się do jego spoconego ciała, nie zwracał na to uwagi i ani myślał o zdjęciu chociaż jednej warstwy tego eleganckiego stroju.
To nie wypadało dżentelmenowi.
Poza tym był krajem, a jego zapach był mieszaniną palonego w fabrykach węgla i wrzosów, porastających angielskie doliny. Na to nic nie mógł poradzić.
Zszedł na deski nadbrzeża i przeszedł krótkim molem w stronę ubitego portu, na którym uwijali się ludzie. Przyjemna morska bryza ustąpiła szarym oparom pieców i zapachowi solonych ryb. Anglia poprawił cylinder.
Dostrzegł ją po czasie nie dłuższym niż minuta. Ginęła w tłumie ciemnych, niskich Azjatów, którzy przenosili ciężkie skrzynie, bele drewna czy zaprawę w pordzewiałych wiadrach. Dla Anglii nie miało znaczenia czy ma jaśniejszą czy ciemniejszą karnację. Czy jej oczy są skośne czy mają zaledwie migdałowy kształt. Jako Imperium nie patrzył na ludzi tylko na kraje. Na ich zasoby, możliwości i ewentualne – choć wątpliwe – zagrożenie.
Nawet się nie uśmiechnął. Laska, którą trzymał, stuknęła o wyłożony pośpiesznie bruk. W jej srebrnej gałce na moment odbiło się słońce.
- Singapur – powiedział spokojnie, głosem wypranym z emocji. Żaden mięsień na jego twarzy nie drgnął, nie skierował się także w jej stronę – poczekał, aż sama do niego podejdzie. – Witaj. – Ledwie dostrzegalnie skinął jej głową. – Mam nadzieję, że nie czekałaś na mnie długo. Widzę, że prace nad budową trwają… - Rozejrzał się dookoła, raczej znacząco niż z faktycznym zainteresowaniem, a przynajmniej w jego oczach nie pojawił się nawet jego cień. – Chciałbym przyjrzeć się temu z bliska, jeśli pozwolisz.
„Jeśli pozwolisz” było naturalnie pustym, grzecznościowym zwrotem. Anglia nie prosił, a Singapur nie miała wyboru. Musiała mu pozwolić.

//Przepraszam, muszę chyba się wbić w rytm pisania, bo ostatnio weny nie miałam i może brzmieć sztywno D:
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Czw Lut 11, 2016 11:22 pm

Turkusowe morze, zielona dżungla, zapach oceanu - tak egzotyczne, niebezpieczne i kuszące dla ludzi z odległych państw były tak zwyczajne dla niej jak to, że słońce świeci nad horyzontem a niebo przybiera barwę błękitną. Dżungla, choć niezbyt bezpieczna dla niedoświadczonego wędrowca, dla niej była drugim domem - być może nie takim, w którym chciałoby się zamieszkać na stałe, ale taki, który Cię żywił, który Cię ubierał i dawał materiały. W zamian trzeba było pozwolić mu żyć, by mógł to robić dalej. "Zamorskie diabły" tego nie rozumiały, traktując przyrodę jako coś obcego, coś, czego trzeba się pozbyć, nie uświadamiając sobie, że jedynym obcym elementem tutaj byli oni. Albo może po prostu nie przyjmując tego do wiadomości.
Imperium. Nie wiedziała, po co chcieli się tu budować, co zamierzali tu zrobić. Nie widziała szansy na przebudowanie marnej wioski rybackiej i byłej siedziby piratów w coś, co mogło przynosić jakieś realne szanse na zysk. Bo po co wkładać pieniądze w kawałek surowej ziemi? Chyba, że ten kawałek miał służyć tylko jako przystanek - jeżeli Arthur chciał ruszyć dalej, musiał zabudować tyły. Podboje przysparzają zarówno krótkotrwałych przyjaciół jak i długo terminowych wrogów.
Jej zapach nie był do końca miły, chociaż zależy, jak na to spojrzeć. Pachniała dżunglą, pachniała paleniskiem, morzem. Tym, co na co dzień robiła, gdzie bywała. Różne zapachy były co prawda w modzie, ale nie miała nawet porządnej sukienki czy pary kolczyków, skąd więc niby miałaby wziąć coś takiego jak perfumy?
Gdy tylko go zauważyła, a prawda, wybijał się z tłumów, pośpieszyła w jego kierunku, padając przed nim w ukłonie na ziemię. Ukłonie na tyle długim, by nie było to lekceważące i na tyle krótkim, by nie musiał się niecierpliwić.
-Witaj, Panie - przywitała go, opuszczając nieco głowę, by nie patrzeć mu prosto w oczy, tak, jak wymagała etykieta.
-Pracujemy najlepiej, jak potrafimy - w najgorszych warunkach, za marną płacę, na skraju nędzy. Ale tego nie musiała mówić, Arthur to wiedział i nic by to nie podziałało. Po co więc marnować słowa?
-Chcesz, Panie, zacząć od już skończonych miejsc, czy zobaczyć od najbliższego miejsca? - ten pierwszy scenariusz zakładał nieco kluczenia, ale wtedy przynajmniej wiadomo byłoby, czy zatrudnić dodatkowych ludzi na dzisiejszy dzień.
Powrót do góry Go down
Anglia

avatar

Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 86
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Pon Lut 15, 2016 2:00 pm

Anglia doceniał skrawki ziemi, których nikt inny nie dostrzegał. Te ogołocone z życia, z zasobów i ludzi. Te poukrywane w zatoczkach, wcinające się w morze jak nóż. Wszystkie, które mogły poskutkować cudownym zapleczem, idealną bazą dla jego floty. Trzeba było przyznać, że Anglia miał do nich sokoli wzrok. Czy to Gibraltar, Falklandy czy właśnie Singapur, wszystkie one miały mieć strategiczne znaczenie, choć wiele osób tego nie dostrzegało, dopóki nie było za późno. Możliwe, że czuł też lekką nostalgię na myśl o piratach. Przypominały mu inne czasy, w których rządził się własnymi prawami. To jednak był zakończony etap w jego życiu. Teraz jego sylwetką, mimiką nawet wypranymi z uczuć oczyma rządziły sztywne zasady i reguły. Etykieta, która nakazywała odpowiedni chód i rytm wystukiwany okutą srebrem laską. Anglia stał się synonimem chłodu, niewzruszoną personifikacją klatki cywilizacyjnej. I, naturalnie, nie czuł żalu. Na to także nie mógł sobie pozwolić w sieci zasad, które zaczęły być jego drugim oddechem.
Spojrzał z góry na dziewczynę bez zbędnych emocji. W związku z jej zachowaniem nie poczuł niczego. Ani zakłopotania, ani zadowolenia. Uznał, że to coś co musiało nastąpić. Wszystko tykało doskonale jak w zegarku, którego łańcuszek wystawał z kieszeni eleganckiej kamizelki i lśnił złotem w promieniach tropikalnego słońca.
Nie powiedział jej „wstań”.
– Doskonale – stwierdził beznamiętnie. Spod zmrużonych oczu, nieprzystosowanych do tak jasnego światłą, zlustrował nadbrzeże. Zignorował zapach zgniłych alg, zbutwiałego drewna i solonych ryb, jaki dominował w powietrzu. Zależnie od powiewu bryzy morski swąd rozpływał się lub przybierał na sile.
Anglia zastanowił się nad propozycją dziewczyny. Porzucił ludzkie imiona jak zbędne rękawiczki w chwili, w której ostatecznie zdominował świat. Ludzkie imiona kojarzyły się z tym ludzkim, śmiertelnym i niedoskonałym pierwiastkiem. A oni przecież byli lepsi, doskonalsi. Musieli o tym pamiętać.
Imperium sięgnęło po zegarek ukryty w kieszeni. Otworzyło ażurową pokrywę wysadzaną brylantami, skrzącymi się jak morska tafla. Zerknął na fantazyjne wskazówki, które przesuwały się leniwie po białej tarczy. Zmarszczył nos.
– Mogę sobie pozwolić na dłuższą trasę. Zamierzam tu zostać… Na dwa dni. Potem wypływam dalej – stwierdził sucho. - Jak sądzę, zaszczycisz mnie dzisiaj swoją obecnością na kolacji, prawda?
Anglia wypowiadał tę propozycję jak rozkaz, a nie prośbę. Miłe słowa także zupełnie zmieniały swoje znaczenie na jego języku. Ładny oznaczał przeciętny, nieszkodliwy – coś irytującego, a „zaszczycisz” miało wydźwięk podobny do „muszę przyjrzeć się, czy nie próbujesz mnie zdradzić”.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Wto Lut 16, 2016 12:38 am

Nie umiała za bardzo docenić strategicznego położenia swojego skrawka ziemi. Nie teraz, nie w tej mentalności - za sto lat ściągnie do siebie najlepszych specjalistów ze wszystkich państw, w których byli najlepsi specjaliści od wojskowości i zaczęła szkolić i unowocześniać swoją armię. Tak więc dziś połowa jej sił zbrojnych to zawodowcy, służba w armii jest obowiązkowa a Singapur nawiązuje wiele umów międzynarodowych co do zakładania baz na obcych lądach i umów co do broni. Ciekawe, czy uczyła się tego od Anglii, na podstawie błędów czy dopiero ją olśniło.
Pokłon Anglii był równie naturalny, jako cokolwiek innego w jej życiu. Tak, jak nakazywała etykieta jej ludzi, tak i ona postępowała. Musiała przyznać, że co do Arthura jednak zachowywała się nieco inaczej, głównie dlatego, iż mimo wcześniejszego kontaktu z Europejczykami, Arthur dalej był dla niej pewną niewiadomą. Dlatego tym bardziej wolała być uważna co do gestów wobec niego i w sumie każdego białego przybysza. Czy Anglia to zauważał to już była kwestia sporna.Raczej nie.
Skłoniła się na jego słowa i poprowadziła go w stronę portu, a tłum na widok Anglii rozstępował się niby Morze Czerwone przed Mojżeszem. Nikt nie chciał poczuć na własnej skórze, jak mogło skończyć się chociażby przypadkowe uderzenie czy zabrudzenie białego człowieka. Pewnie w najlepszym wypadku chłostą. Przesuwali więc się z drogi jak najszybciej, przyciskając do siebie kosze, belki i własne dzieci.
-Oczywiście, Panie. Twoje kwatery są już przygotowane, Panie - powiedziała spokojnie, idąc na tyle przed nim, by go prowadzić, ale jednocześnie na tyle, żeby nie wysuwać się za bardzo. Najlepszy budynek w Singapurze, w którym mieszkali przyjezdni z zagranicy. Oczywiście, wszystko sprawdzone po kilka razy.
-Tak jest, Panie - odpowiedziała o kolacji. Trochę smutne, że Anglia stracił zaufanie do swoich kolonii, bo póki rządził na tym terenie, Singapur nie podniesie na niego ręki. Ani żaden z jej ludzi.
W tej części portu większość budowli była już zakończona. Do wykończenia zostało jeszcze tylko kilka budynków, reszta natomiast była już gotowa. Wszędzie kręcili się ludzie, chociaż można było zauważyć, że to Azjaci pracowali. Nic dziwnego.
-Staramy się robić wszystko jak najlepiej i jak najszybciej, Panie - powiedziała, patrząc w ziemię.
Powrót do góry Go down
Anglia

avatar

Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 86
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Sro Lut 17, 2016 2:43 pm

Anglia najpewniej nie zwracał na Singapur uwagi i nie interesował się sposobem, w jaki okazywał jej szacunek, dopóki to robiła. Kiedyś… Hm, kiedyś chyba faktycznie mu zależało, ale czasami sam nie miał pewności. Może był taki sam jak obecnie? Ale wtedy bolało, a dzisiaj wszystko zobojętniał i poszarzało. Piękny turkus morza nie robił na nim wrażenia – widział takich setki. Złoty piasek przestał intrygować, stał się chlebem powszednim. Nawet obca i groźna dżungla nie straszyła go, od kiedy przemierzył Czarny Ląd, rozgrzane do czerwoności pustynie czy wysokie amerykańskie góry.. Widział tak wiele. Poczuł i doświadczył tylu rzeczy, że wszystko wydawało mu się takie same, nudne i pozbawione sensu.
Szedł nieśpiesznie, nie zwracając uwagi na ludzi. Równie dobrze mogliby nie istnieć i nie robiłoby mu to większej różnicy. Ale potrzebowali rąk do pracy i przynajmniej w tym jednym doskonale odnajdywali się ludzie. Oczywiście czasami, rzadko ale jednak, Anglia poznawał ludzkie jednostki na tyle wybitne, by traktował ich… Cóż, na pewno nie jak równych sobie, ale jednak jak kogoś podobnej klasy. To były jednak wyjątki i raczej nie spodziewał się spotkać ich tutaj.
– Doskonale – odparł.
Stuk, stuk, stukał okuty koniec laski. Była niczym więcej jak dodatkiem, podobnie jak cylinder, ale Anglia nie rozstawał się z żadną z tych rzeczy. Wszystkie one składały się na strój dżentelmena, który należało wkładać na wszelkie okazje. Sztywne ramy etykiety oplątywały go tak ciasno, że Anglii nawet przez myśl nie przeszło ubrać coś bardziej przystosowanego do ciężkich warunków. Mimo to plusem tego ubioru był fakt, że słońce nie docierało do jego skóry, ergo nie mogło zostawić bolesnych czerwonych plam na bladej jak mleko skórze. Anglia niestety szybko się opalał i prawie zawsze bardziej przypominało to oparzenia, aniżeli faktycznie ładnie przyciemnioną skórę.
– Dobrze. – Kolejna krótka i zwięzła odpowiedź. Nie mówił wiele i nie marnował słów. Kwieciste wypowiedzi zostawiał Francji. On był rzeczowy.
I cenił to w sobie, nawet jeśli inni używali na to innego słowa.
(Anglia był po prostu oschły.)
Rozejrzał się krytycznie po budynkach nabrzeża i portu. Nie powiedział nic konkretnego,, ale tym razem to Singapur zabrała pierwsza głos. Dopiero wtedy faktycznie spojrzał w jej stronę. Wcześniej rzucał odpowiedzi na wiatr, nie za bardzo zwracając na nią uwagę. Przyjrzał się jej plecom i przesunął spojrzeniem po jej karku.
– Oczywiście. Ale jestem pewien, że jeśli przyjdzie taka konieczność, będziecie w stanie robić to szybciej – stwierdził beznamiętnym tonem. Jego słowa brzmiały jednak tak, jakby wygłaszał pewność. I cóż, niczego mniej nie oczekiwał, tylko takich kompetencji. Wierzył, że skoro od wszystkich wymaga niemożliwego, dla nikogo nie powinien robić wyjątku. - Póki co jednak jestem zadowolony z postępów. Pamiętaj, że pewnego dnia możesz być ważnym ośrodkiem w tym rejonie. Musisz się postarać. Ty i twoi ludzie. Dla większego dobra.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Czw Lut 18, 2016 5:21 pm

Yanan widziała wszystko przez pryzmat siebie, bo inaczej nie umiała. Nie znała gór, więc wzniesienia były dla niej czymś, czego nie umiała sobie do końca wyobrazić, na pustynie też panował deficyt (w jej głowie to to było coś jak plaża, tylko nie było morza a zamiast niego był piasek. Przynajmniej tyle mogła wywnioskować z opowieści i historii, które dane było jej podsłuchać. Znaczy, to nie tak, że podsłuchiwała, khem), okolica nie zmieniała się poza dodatkowymi budynkami, więc cały świat mógł mieć równie dobrze morze i dżungle przy sobie. I wszędzie mogło być tak ciepło, co jednak nie tłumaczyło, dlaczego Arthur chodzi odziany w ten dziwny strój, a nie w bawełnę lub len. Ale wiedziała, że na to pytanie nie otrzyma odpowiedzi, która w jakiś sposób by jej nie wyśmiała, albo nie upokorzyła, wolała więc nie wnikać.
Nie zapowiadało się tu na jednostki wybitne, więc Anglia nie miał się czego obawiać. W końcu przed przybyciem państw z Europy znajdowała się tu wioska rybacka, co dobitnie świadczyło o tym, jaki był poziom rozwoju kulturowego mieszkańców. Jeśli ktoś chciał się rozwijać, kierował się na północ i nigdy nie wracał (i to niekoniecznie dlatego, że ktoś na niego napadł). Sama dziewczyna była dość prostym człowiekiem - liczyło się głównie, by wszyscy (a zwłaszcza szef) mieli co jeść i pracowali. I w sumie tyle. Aczkolwiek bywały momenty, kiedy zastanawiała się, czy możliwym jest by Anglia zaatakował inne terytoria, co mogłoby spowodować, że Anglicy przeniosą się na inne tereny. Nie chciała niczyjej śmierci, chciała mieć po prostu spokój. Ale nie robiła nic w kierunku tego spokoju, bo na nikogo ręki nie podniosła. Prawda była taka, że jeśli dasz jej przywódcę, ona za nim pójdzie.
-Oczywiście, jeśli tylko dostaniemy takie polecenie, Panie, podwoimy wysiłki - czyli będziemy pracować jeszcze więcej, dostając za to tyle samo. Ktoś pracuje, aby nie pracować mógł ktoś.
-Oczywiście, Panie - równie dobrze mogłaby potwierdzić jego opis pogody czy opowiedzenie o spokojnym morzu. "Dla większego dobra" było dla niej pustą frazą, bo nic nie liczyło się dla niej.
Krzyk. Huk. Więcej krzyków. Zaraz dookoła jednego budynku zaroiło się od ludzi, którzy biegli coś zobaczyć. Yanan jednak nie ruszyła się z miejsca, zerkając na Anglię i oczekując na jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Anglia

avatar

Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 86
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Pon Lut 22, 2016 1:53 pm

Anglia myślami wędrował już gdzie indziej. Przez chwilę nawet zapomniał o obecności Singapuru. Jego rozważania sięgały dalej w głąb Pacyfiku, pokrywał się z problemem niemieckiej ekspansji czy możliwego ataku na Nowe Hebrydy francuskich statków, który spędzał sen z oczu jego koloniom w Australii (czy raczej kolonii, choć kraj ten był podzielony na sześć, siedem części, Anglia wiedział, że prędzej czy później zjednoczą się, bo Oz był przecież tylko jeden – a to oznaczało kolejny problem, Anglia nie ufał koloniom o dużym terytorium). Wszystko to sprawiało, że jego wyprawa na te tereny miała drugie dno. Musiał się upewnić, ocenić sytuację własnym, wprawnym okiem. Ocenić skalę problemów z Maorysami, porozmawiać z poróżnionymi przywódcami różnych części Australii, upewnić się, że jego interesy na tych terenach są stabilne. Dopiero co podobną wizytę odbywał w Indiach, dla niego więc była to dosłowna podróż dookoła świata.
– Zobaczymy, czy będzie to konieczne – odpowiedział tylko, co w pewnym sensie przenosiło winę na dziewczynę.
Jeśli jej ludzie nie starali się wystarczająco, Anglia bez cienia litości narzuci im większe tempo pracy. Taki był świat. Dzielił się na lepszych i gorszych, a Anglia nie zamierzał być tym gorszym. Prosta matematyka.
(Musiał być więc tym lepszy za cenę człowieczeństwa, co nie przeszkadzało mu aż tak bardzo. Przecież był krajem.)
Zatrzymał się na chwilę. Na zbiegowisko spojrzał ledwie przelotnie. Nic nie drgnęło na jego twarzy, a jedynie dłoń zacisnęła się mocniej na polerowanej gałce laski. Spojrzał jeszcze raz, bez większego zainteresowania w stronę zamieszania, po czym przesunął spojrzeniem po czubku głowy Singapur. Zastanawiał się przez kilka sekund, choć przez to czas nie zrobił nawet jednego kroku w stronę tłumu. To byłoby uwłaczające i poniżej jego godności.
– Sprawdź, co się tam stało. To twoi ludzie – stwierdził bezbarwnym głosem.
W tym krótkim stwierdzeniu zawierało się wszystko – rozkaz, ponaglenie i informacja, że nie zamierza długo czekać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Czw Mar 03, 2016 12:18 am

Nie da się tęsknić za czymś, co do istnienia czego nie zdajesz sobie sprawy. Dlatego Anglia planował teraz wszystko odnośnie kolonii, rozważając za i przeciw, skupiając się na konkretnych zdaniach, wyznaczając cele, spotkania, problemy do ukrócenia rozwiązania, narzucanie innym pracy, by wszystko przebiegało idealnie i według jego myśli. A w tym czasie Yanan skupiała się na tym, jakie garnki musi umyć, gdzie najpierw wyszorować podłogę i jaką kolację zażyczy sobie Arthur. Jedno drugiego nie zrozumie i chyba w przyszłości też nigdy.
Była małym terytorium i jedyne, co mogli zrobić Anglii, to w sumie...to w sumie nic nie mogli. Nikt nie był na tyle głupi, by zrezygnować z pracy, która dawała jakikolwiek przychód, a nawet jeśli był, na pewno znalazło się zaraz sporo osób na jego miejsce. Poza tym, dość mocno widać było to, co kiedyś miało stać się jednym z motywów Azji - ludność musiała mieć jakiegoś silnego przywódcę. Tylko w tym wypadku nie było to państwo z ich kontynentu, co mogło niejako sprawiać, że postrzeganie tego było nieco inne.
-Wystarczy, że dasz nam Panie znać -a my zrobimy to, co zechcesz, bo nie umiemy inaczej. Taka prawda.
Na jego polecenie powoli poszła w stronę źródła hałasu, chociaż można było zauważyć, że zrobiła to niezbyt chętnie. Bała się, co zastanie na miejscu i nie chciała absolutnie się wtrącać. Minęło trochę, nim wróciła, bo wolała opowiedzieć wszystko od razu, niż chodzić w tę i na powrót.
-Spadła jedna z belek z wysokości, nie była zamocowana dokładnie. Nadzorca nakrzyczał na pracownika i wymierzył mu karę - opowiedziała, patrząc na jego stopy.
Powrót do góry Go down
Anglia

avatar

Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 86
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Pon Mar 07, 2016 12:11 pm

Anglia nie podjął jeszcze decyzji. Wbrew pozorom nie był tyranem, nie takim jak chcieli go ludzie. Obserwował i osądzał, ale nie podejmował decyzji bez wcześniejszego przemyślenia dostępnych możliwości. Tylko czasami stawiał dumę ponad zdrowym rozsądkiem, a przynajmniej stawiał. Kiedyś. Dawniej. Ale Ameryka nauczył go, że zarówno uczucia jak i pospieszne decyzje nie miały prawa bytu w tym świecie. Z jednej strony nie mógł więc karać za nic, ale też nie mógł być przesadnie wyrozumiały. Wszystko miało swoje granice, a kolonie nigdy nie będą jego dziećmi, jego rodziną. Są krajami, prędzej czy później każde z nich będzie próbowało wydrzeć mu kawałek ciała. Wszystko, co należało zrobić to zadbać, by ten moment nie bolał.
I tyle.
To takie proste.
Poczekał na nią. Nie dodał nic więcej i jedynie odprowadził jej plecy spojrzeniem równie beznamiętnym jak jego słowa. Ignorował krzyki, jakie wznosiły się ponad tłum. Zgiełk ubitych ulic tego zapomnianego skrawka świata irytował go na swój sposób. Chaos. Chaos był wrogiem porządku, był zaczątkiem wszystkich problemów. Anglia go nienawidził i nie szanował istnieć, które nie potrafiły zapanować nad rzeczonym chaosem.
- Ach – odparł, gdy wróciła i przekazała mu wieści.
Nie spojrzał po raz wtóry na miejsce wypadku, tylko ruszył dalej przed siebie. Cenne sekundy zostały zmarnowane. Nie było to nic istotnego. Nikt nie zginął, kara została wymierzona, a Anglia nie marnował czasu na ludzi. A gdyby nawet ktoś zginął…
Jaka byłaby różnica.
- Postarajmy się, żeby nic więcej nie zakłócało nam naszej podróży. Dzisiaj powinniśmy zobaczyć wszystko, co jest istotne. Nie ma sensu marnować czasu. Możesz mi opowiedzieć… – urwał i zastanowił się.
Co zmieniało zdanie kogoś takiego jak ona? Cóż. Wbrew pozorom ściany miały oczy i uszy. Może jednak mogła przydać mu się na coś więcej.
– Czy zaobserwowałaś coś gdy mnie tu nie było? Inne kraje, inne nacje. Twoi sąsiedzi. Czy ktoś przybywał tu pod moją nieobecność? – spytał chłodno.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Czw Mar 10, 2016 5:47 pm

Nie znała Arthura, a przynajmniej nie znała go dokładnie, bo miała styczność tylko z poważną, chłodną i wymagającą wersją. Nie chciała nawet się dopatrywać głębiej z prostej przyczyny – nigdy tego nie robiła. Nie oszukujmy się, ona nie miała okazji edukować się ani nie powierzone było jej jakieś konkretne zadanie (pilnowanie swoich ludzi się absolutnie nie liczy). Ba, nawet nie umiała pisać i czytać, a choć była całkiem sprytną i zaradną osobą, wszystko to znikało pod wpływem poczucia przynależności i przyzwyczajenia. Arthur był kolejną osobą, która nią w jakiś sposób rządziła. A do bycia służącym nie potrzeba uczuć, dlatego Yanan nie czuła potrzeby ich rozwijania. Przyjaciół też sobie nie dobierała – ludzie to ludzie, nie było sensu zaprzyjaźniać się z kimś, dla kogo sprawy nacji będą kompletnie niezrozumiałe i kto umrze prędzej czy później (w większości jednak prędzej). Dlatego dziewczyna wstawała, pracowała, jadła i szła spać. Nie uznawała tego nawet za coś nudnego – to po prostu było życie.
Na jego słowa nic nie odpowiedziała. Znaczy na te o zakłócaniu podróży – nie miała co dodać i jej o nic nie pytano, a kobieta nie powinna paplać przy mężczyźnie. Ale Arthurowi zdawało się to nie robić różnicy. Za to co do pytania…musiała chwilę pomyśleć. Nie nad tym, co powiedzieć, ale ile powiedzieć. Po chwili bicia się z myślami jednak poddała się, mówiąc mu prawdę.
-Johor się interesuje, co się tu dzieje, ale nie pojawił się tu ani razu - znaczy, ani razu od sprzedaży Singapuru Arthurowi -Indonezja interesuje się bardziej sobą. A żadna inna nacja tutaj nie zawitała - wiedziałaby raczej. Chyba, że przybyłaby tutaj na własną rękę i bez zapowiedzi, ale chyba nikt nie byłby na tyle szalony.
Powrót do góry Go down
Anglia

avatar

Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 86
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   Nie Cze 05, 2016 10:17 am

Stuk, stuk, stuk.
Laska znowu zastukała o uklepaną ziemię. Trudno było tu o brukowane drogi, które pajęczą siecią oplatały całą Anglię. Niewiele dalej zaczynała się dzicz, dżungla – widoczny na horyzoncie zielony płaszcz wielkich liści, niedostępny i zły, skryty w półmroku i wilgoci. Anglia zaszczycił go krótkim, pozbawionym zainteresowania spojrzeniem. Był krajem Europy, Zachodu. Niósł oświatę, a jego naturalnym wrogiem była dzicz. Brzmiało to o tyle zabawnie, że sam narodził się w leśnych ostępach, dzikiej kniei, która niegdyś gęsto porastała całe wyspy. Teraz prawie nie było po nich śladu. Industrializacja, uprzemysłowienie wycięły wszystko. Były już tylko niekończące się łąki, pola i wrzosowiska. Anglia lubił wrzos, jego barwę i zapach, nawet jeśli przypominała mu o Szkocji. Było w tym kwiecie coś nostalgicznego. Tutaj jednak raczej ciężko o jego egzystencję. Egzotyczne kwiaty potrafiły być piękne, ale zawsze miały jakiś haczyk.
Singapur była kobietą, co w Anglii o niczym nie świadczyło. Oczywiście był pewien stereotyp kobiety siedzącej w domu, wyszywającej i haftującej, ale nikt tak dużo nie mówił jak właśnie te rzekome kury domowe. Nikt tam dobrze nie znał Anglii, nikt nie potrafił skomentować tak celnie jej problemów. XIX wiek to rozwój literatury innej niż religijna, a w niej prym wiodą także kobiety – Gaskell, którą Arthur bardzo lubił za jej celną ironię (mieli podobne poczucie humoru) czy siostry Brontë, a raczej najpewniej jedna z nich, która postanowiła zapewnić reszcie dostatek.
No i Wiktoria, choć królowa nie przypominała Elżbiety. Była cichą romantyczką i domatorką, mimo to Anglia ją szanował. Nawet jeśli nie zdejmowała żałoby po mężu.
– To dobrze – stwierdził oschle. Od kiedy Japonia otwierała się na świat, niepokoił się, że mogłaby zacząć bruździć na jego strefach wpływów.
Właściwie Japonia była takim okruszkiem piasku w oku. Obok Chin, które jednak dało się kontrolować opium, zdawał się jedynym prawdziwie niezależnym krajem. Tajemniczym, nieprzewidywalnym. Wprawdzie teraz tańczyła w rytm Ameryki, a jednak Anglia nauczył się, że to nic nie znaczy.
Sam przez wiele stuleci tańczył w rytm muzyki granej przez obce dynastie – wikińskie, normandzkie, francuskie.
– Jeśli jednak coś by się działo, coś byś zauważyła, chciałbym, żebyś niezwłocznie mnie poinformowała. Ostatnio roi się tu od Portugalczyków, Hiszpanów, Francuzów, Holendrów, a nawet Amerykanów. Te wody robią się tłoczne. – Skrzywił się.
Ledwie widocznie. Na twarzy imperium emocje nigdy nie odcinały się w wyraźny sposób.
– Dlatego musimy cię wzmocnić. Jeśli masz być moim przyczółkiem, musisz być jak twierdza. Silna, żeby odeprzeć wszelkie możliwe ataki. Prędzej czy później wybuchnie jakaś wojna. Zawsze tak jest. – Prychnął. Wyciągnął z poły garnituru fajkę i nasypał do niej doprawianego goździkami tytoniu indyjskiego. Zapalił i odetchnął. Wolał amerykański, ale od czasu rewolucji nawet go nie tknął. - To będzie nasz główny cel na najbliższe lata.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Singapur, 1867   

Powrót do góry Go down
 
Singapur, 1867
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Fabularnie :: Rozgrywki w postach :: Historia-
Skocz do: