IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Herbaciarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Herbaciarnia   Czw Lut 11, 2016 12:09 am

Przytulna herbaciarnia niedaleko centrum. Położona w idealnej lokalizacji, na tyle blisko do głównej części miasta, by można było tam swobodnie przejść i na tyle daleko, by można było swobodnie porozmawiać, gdzie nie ma hałasu. Prowadzona przez Chińczyków, którzy w pogodni za innym życiem przybyli z Fujianu do miasteczka, którzy jednak urządzili ją w azjatyckim stylu. A ten bardzo różnił się od europejskich herbaciarni.
Strop był wysoki, podtrzymywany przez solidne, drewniane filary, które ozdobiono wzorami ze smokami i feniksami. Z sufitu zwisały lampy przyozdobione czerwonymi frędzlami, takie, jakie można było spotkać w każdej typowej herbaciarni czy restauracji w stylu chińskim. Na końcu pomieszczenia znajdowała się lada, za którą znajdowały regały wypełnione najróżniejszymi połączeniami herbat (możliwymi do zakupu zarówno do degustacji na miejscu, jak i spróbowania orientalnych smaków w domu), oraz nieco zdezelowane, drewniane drzwi, które prowadziły do kuchni, niedostępnej dla klientów. Stoliki stały w niedalekiej odległości od siebie, na każdym zaś znajdował się już mały talerzyk i łyżeczka (gdyż lokal w swojej ofercie miał coś więcej niż herbaty). Było to dość ciekawe miejsce ze stałą klientelą, która umiała się zachować. Idealne miejsce na randkę.
Aria nie mogła narzekać (przynajmniej jeszcze nie), bo nawet jeśli randka nie wyjdzie (a jakoś nie przewidywała, aby wyszła - to nie sprawa partnera, to jej sprawa), to miała przynajmniej możliwość napicia się i zjedzenia czegoś smacznego, zwłaszcza z kuchni, której znała. Obecnie na sobie miała opinające jej dość szczupłe ciało fioletowe qipao. Czarne włosy upięła wysoko, dokładając srebrne dodatki z roślinnymi motywami (drobne perełki w uszach, do kompletu naszyjnik w kształcie dwóch schodzących się gałązek, gdzie perły były pąkami kwiatów oraz pierścionek z ametystem). Przed nią, na stoliku, stało zaproszenie, które otrzymała wcześniej, a obok niego znajdowało się czerwone pudełko. Prezent mogła wręczyć, tak na dobrą rozmowę. Znaczy, oby.
Fryzura (1) i qipao (2)
http://img.styl.fm/resize/w650/newsy/wp-content/gallery/fryzury-slubne_2/fryzury-slubne-kok.jpg
http://thumbs4.ebaystatic.com/d/l225/m/mEZ3ErBkA8VJaz4VPo3SkHg.jpg
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pią Lut 12, 2016 9:31 am


Herbata wszędzie powinna smakować tak samo, prawda?
No, nie do końca. Zacząć należy od tego, że Anglicy sprofanowali zieloną herbatę, nie umiejąc jej zalewać, co skończyło się na tym, że wynaleźli czarną – bo tylko ona smakowała dobrze zaatakowana wrzątkiem. Wprawdzie od tego czasu minęło już kilka stuleci, jednak Anglia nadal nieufnie przyglądał się obcym herbaciarniom i najbardziej doceniał Earl Greya, który czekał na niego w domu.
Ale teraz nie był w domu i, choć bardzo chciał, nie mógł do niego wrócić. Nie wiedział wprawdzie kto wpisał go na tę idiotyczną listę, ale miał kilka propozycji, które – gdyby chciał – uszeregowałby od najgłośniejszych do tych odrobinę mniej głośnych.
Bycie Anglią naprawdę stanowiło ciężki kawałek chleba.
Odetchnął. Nie powinien aż tak się denerwować, prawda? Wprawdzie nie wiedział, kto trafi na niego, ale jeśli chodziło o kraje, istniała bardzo wysoka szansa, że będzie to ktoś, kto za nim nie przepada. Łagodnie mówiąc. Szansa na to, że będzie to ktoś, kto go po prostu nienawidzi także była wysoka.
Tak, Arthur zdecydowanie nie mógł się już doczekać.
Westchnął cierpiętniczo.
Póki co jednak poprawił krawat i kołnierzyk idealnie wyprasowanej koszuli, którą ubrał do eleganckich spodni. Anglia nie za bardzo umiał w randki, jego romantyzm umarł zanim się jeszcze narodził, a całość była po prostu… Cóż. Stresująca? Tak. On wielkie imperium się stresował. A najchętniej to w ogóle wróciłby do siebie, do Londynu, do swojego domu. Usiadł przy kominku i zatopił się w jakiejś książce. Oddał się introwertycznej imprezie.
Zamiast tego miał jednak zagwarantowaną randkę w ciemno.
Cudownie.
Ścisnął mocniej kwiaty, które kupił. Ścięte żonkile w jego opinii wyglądały ładnie, choć nie miał pojęcia, czemu jego brat się za nie przebiera. Nie mniej wolał je od róże, które kojarzyły mu się tylko z tym, co uważał za najbardziej obrzydliwe – śmiercią, wojną, zachłannością.
(No dobrze, może nie obrzydliwe, ale na pewno źle mu się kojarzyły. Nikt nie lubił wojen domowych.)
Wszedł do środka zdecydowanym (jako-tako) krokiem. Od razu otoczył go półmrok gęsty jak orientalne zapachy kadzidła, które wychwycił jego czujny wzrok. Wraz z otwieranymi drzwiami zabrzęczały zawieszone nad nimi dzwonki i Anglia wiedział, że nie ma odwrotu. Ktokolwiek jest jego niezapowiedzianą randką, na pewno go rozpozna. On tymczasem…
Och.
Dostrzegł ją, zanim ona spostrzegła jego. Zastygł w drzwiach i zmiął w ustach przekleństwo, które cisnęło się na usta. A przecież mógł się tego spodziewać. Szansa, że trafi na jakiś neutralny kraik była tak niska, że nawet się z nią nie liczył. Mimo to uznał, że nie miał szczęścia.
Z drugiej strony Singapur mogła pomyśleć dokładnie to samo.
(Ale tego Arthur nie wziął pod uwagę.)
Skierował się więc w stronę dziewczyny krokiem godnym konduktu pogrzebowego. Minę miał odrobinę zrezygnowaną, ale nawet gdyby chciał, nie udałoby mu się wykrzesać jakiegoś naturalnego uśmiechu. Anglia po prostu nie potrafił się uśmiechać i jakkolwiek nie próbował, wychodziło mu potwornie krzywo. Nie wypadało więc nawet próbować.
Przystanął przed jej stolikiem i spojrzał na nią z góry.
(Napiją się herbaty i rozejdą się w spokoju, prawda? Nie będzie sensu tego przedłużać.)
– Witaj, Ario – powiedział Anglia tonem grabarza, który przygląda się swojej kolejnej trumnie. Brakowało mu tylko łopaty. Wyciągnął przed siebie dłoń z żonkilami (wyglądał trochę tak, jakby nagle zaczął cierpieć na jakąś nową nieznaną chorobę, która wywołuje w nim nieopisane cierpienia). - Mam nadzieję, że nie będzie ci przeszkadzało moje towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pią Lut 12, 2016 1:01 pm

Ludzie z Zachodu (a zwłaszcza Anglicy) popsuli wszystko, co w herbacie można było popsuć. Nie dość, że popsuli dobrą herbatę i teraz wszystko psują, zalewając każdy rodzaj liści wrzątkiem, parząc napary w nieodpowiedniej temperaturze i w nieodpowiednim czasie. Do tego oczywiście MUSIELI nazwać wszystko po swojemu i popularna herbata "czerwona" nazywana jest w reszcie świata "czarną", a nieczęsto spotykana "czarna" herbata została ochrzczona nazwą "czerwona". Nawet to musieli popsuć.
Ona nawet nie wnikała, kto zapisał ją na to...coś. Może brat sobie wmówił, że jeśli Aria pójdzie na taką randkę, to Gilbert może wyjdzie jej z głowy. Stety albo nie, na to się nie zapowiadało, a ona nie była zbyt romantycznym typem. Zresztą, co miała zrobić? Wypije herbatę, może trochę pogada i sobie pójdzie, w końcu to nie jest święto jej, tylko zaadaptowane przez nią.
Kiedy uniosła spojrzenie i dostrzegła Anglię, mogła tylko podziękować za wiele lat praktyki w ukrywaniu wyrazu swojej twarzy. Najpierw chciała parsknąć z niedowierzaniem, potem nieco ze śmiechu a na koniec lekko uderzyć głową o stolik. Wszystko to jednak nie zaprezentowało się w żaden sposób na jej mimice. Po chwili na jej twarzy pojawił się uśmiech, który objął również jej oczy. Mogła trafić gorzej, co nie?
-Dziękuję, są bardzo ładne. Naprawdę - powiedziała, ostrożnie odbierając kwiaty i gładząc lekko ich płatki. Odłożyła je zaraz na siedzenie obok niej, wskazując mu wolne krzesło obok siebie.
-Nie będę miała nic przeciwko - stwierdziła, biorąc pudełko w dłonie i podając mu.
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie Lut 14, 2016 1:56 pm

Bądźmy realistami. Anglicy po prostu nazwali herbaty logicznie – od ich koloru po zaparzeniu. To jak je nazwali Azjaci jest znacznie gorzej zorganizowane. Bo na przykład taki Oolong nazywany jest niebieską herbatą, a gdzie mu do niebieskości? Toż to szare, zielone, względnie ziemiste a nie niebieskie.
Więc no… No właśnie.
Zmierzyli się wzrokiem. Anglia czuł świdrujące spojrzenie Singapur, które poznał aż za dobrze. W swoim życiu posiadał wiele kolonii i terytoriów zależnych, czy nawet zwykłych protegowanych. Kraje, z którymi nigdy Anglia nie prowadził wojny lub nie miał innego rodzaju styczności można było policzyć na palcach ręki, ale wszystko to prowadziło do wielu krepujących sytuacji. Na przykład tej. Owszem, Arthur z góry zakładał, że taka sytuacja nastąpi, ale Singapur należąca do grona jego byłych wrogów, przeciwników i ogólnie szerokiej drużyny państw za nim przepadających, balansowała na granicy pomiędzy „jakoś to przetrzymam” a „umrzemy”.
Nadmienić należy, że Anglia z natury był pesymistą.
Oczekując na jej odpowiedź, zacisnął usta w wąską linię i przybrał nieprzenikniony wyraz twarzy. Anglia swoją mimikę dzielił na trzy części: kamienną maskę, złośliwy uśmiech oraz czerwony burak. Jak można się domyśleć za tą ostatnią nie przepadał, a póki co udawało mu się utrzymać tę pierwszą. Gdyby rozluźnił się wszedłby w druga fazę, ale mówimy tu o „randce”, co już samo w sobie sprawiało, że Arthur z definicji był skrępowany.
Usiadł sztywno, wyprostowany jakby kij połknął. Splótł palce przed sobą, zacisnął je, rozluźnił. Drobny nerwowy tik. Spojrzeniem wodził po całym pomieszczeniu, omijając skrupulatnie twarz Singapuru. Wreszcie odetchnął ciężką.
– To… Dobrze. Czy możemy więc… – urwał, widząc prezent. Uniósł brwi i sięgnął po opakowanie, przyciągając je do siebie. Przyjrzał mu się i ostrożnie otworzył. - Chciałem powiedzieć… To znaczy. Bardzo dziękuję, uważam, że nie musiałaś się fatygować. Ale chciałem powiedzieć, że jeśli chcesz, nie musimy uznawać tego za randkę.
Powrót do góry Go down
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie Lut 14, 2016 6:10 pm

O wiele logiczniej jest nazwać je po kolorze liści, tylko jakoś to umknęło państwom Zachodu. No i obecnie wielu z nich kultywuje barbarzyńskie tradycje zalewania każdego rodzaju herbaty wrzątkiem, niszcząc wszystkie walory zdrowotne i smakowe, nie mówiąc już o herbacie w torebkach. Chociaż tutaj nie mogła zarzucić nic Arthurowi, gdyż torebki to wymysł Alfreda. Aczkolwiek bardzo przyjął się on w Europie.
Trudno było odgadnąć, co dokładnie myślała w tej chwili. Lata praktyki sprawiły, iż sama nabrała nieodgadniony wyraz twarzy, a żadnym drgnięciem warg, jakimś odbiciem emocji w ciemnych oczach czy ruchem mięśni twarzy. Jeżeli kiedyś wyraziłaby swoje niezadowolenie w sposób wyraźny, zostałaby skrzyczana w najlepszym wypadku, a i to zależało od humorów jej obecnego szefa. Co ciekawe, jeżeli chodzi o nacje, to Arthur miał w tamtym nieco inne względy, może nie w okazywanej sympatii, ale jeśli wtedy miałaby wskazać, kogo boi się bardziej, padłoby jednak na mieszkańców Starego Kontynentu. W kręgu Azji przebywała już wtedy od dawna i wiedziała mniej więcej, czego powinna się spodziewać od kogo, natomiast biali ludzie byli dla niej zagadką. Oczywiście zaraz potem życie postanowiło roztrzaskać jej światopogląd i rękami Japończyków urządzić na jej terenach masakrę.
Gdy jednak odetchnął ciężko, zdała sobie sprawę, jak bardzo Arthur się tym...stresował. Wtedy na jej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech, jakby wyczuwając okazję. Nie, nie zamierzała nic mu robić ani nie chciała go w żaden sposób upokorzyć. Ale to może być ciekawa randka.
Po otworzeniu opakowania nic nie wybuchło, nic się na Arthura nie rzuciło, za to w środku Arthur mógł znaleźć srebrno-czarne pióro wieczne, prezent spokojnie przekraczający niektóre pensje miesięczne oraz gustowne spinki do mankietów. Aria nie wzięła pod uwagę, co by było, gdyby przydzielono jej kobietę. Nie, nie zrobiliby tego, prawda? Nie jej.
-Ależ nie ma za co, Arthurze - stwierdziła, machając lekko ręką i odbierając menu od niskiej kelnerki, która położyła przed nimi karty, mówiąc coś jeszcze o ofercie walentynkowej.
-To bardzo miło z Twojej strony. Tylko ja bardzo chętnie uznam to za randkę. Myślałeś już, czego się napijesz? - zapytała, zerkając w kartę.
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro Lut 17, 2016 2:43 pm

No, upierałby się, że kolor naparu jest jednak sensowniejszy. Ale nauczony doświadczeniem już nie parzył zielonych herbat wrzątkiem, wiedząc, że to zabija ich smak. Co nie zmienia faktu, że nadal preferował bardziej czarne – czyli jego dzieci. I to wszelkiej maści czarne. Earl Grey, Lady Grey, Prince of Wales, English Breakfest… Do wyboru do koloru na każdy dzień dnia!
(Torebki były ekonomiczne i wcale nie zabijały herbaty, ale oczywiście preferował sypaną.)
Zacisnął usta w wąską linię w odpowiedzi na jej poszerzający się uśmiech. Lata po upadku imperium wpłynęły na niego dość niekorzystnie. Usiadły mu na ramionach jak nażarte kruki i teraz ciągnęły go ku ziemi. Wróciły do niego kompleksy, o których pirat zapomniał a imperium zabiło wraz z sercem. Anglia ciągle widział nieprzyjazne spojrzenia i słyszał nieprzychylne komentarze. Nie był paranoikiem, ale wiedział, że płaci za swoje czyny i że świat z naturalnych przyczyn nie przepadał za Imperium. Ani za każdym innym supermocarstwem, które rodziło się i prędzej czy później upadało. Teraz doświadczał tego Alfred. Wcześniej Ivan. Jeszcze dawniej temu Fernandez. Aczkolwiek ten ostatni jakoś był bardziej lubiany, mimo swoich krwawych wyczynów w nowym świecie czy na Filipinach. Anglia nigdy tego nie zrozumiał, ale uważał to za wielką, cholerną niesprawiedliwość.
Cóż.
Całe życie pod górkę.
Zerknął na prezent. Drogie pióro było bardzo w stylu Singapur. Jak przez mgłę pamiętał zahukany azjatycki kraik, który spotkał przed ponad wiekiem. Teraz przed nim siedział cholerny rekin biznesu ostrzący sobie zęby na niewinne płotki. Arthur na samą myśl drgnął lekko, ale musiał przyznać, że prezent był ładny i gustowny. I oczywiście przewyższał wszystkim bukiet żonkili, jaki wręczył jej na początku. Cholerna Singapur. Od początku obracała spotkanie na swoją korzyść, rozdając karty.
(A Anglia nadal nie wiedział, co właściwie tu robi.)
Uśmiechnął się. Jak zawsze trochę krzywo, bo szczerze chyba już nie umiał. Albo zapomniał jak to się robi.
– Herbatę – odpowiedział w najmarniejszym dowcipie dzisiejszego dnia. Sięgnął po menu i otworzył je. Teraz przynajmniej miał wymówkę, by nie patrzeć na twarz kobiety. Pomogło mu to o tyle, że jej odpowiedź zbiła go z tropu i zakłopotała go jeszcze bardziej. Wredna… - Powiedzmy, że rozumiem, choć absolutnie nie rozumiem – mruknął do karty.
Ta jednak mu nie odpowiedziała.
Powrót do góry Go down
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Czw Lut 18, 2016 2:01 pm

Debata nad tym, kto ma rację odnośnie tego, jak nazywać herbaty mogła by być mało owocna i pełna kłótni, bowiem żadna ze stron nie ustąpi i nie przyzna, że to ta druga ma rację. Aria w kwestii herbat miała gust bardziej azjatycki - a Azja kochała dodatki. Dużo dodatków. Przeciętny gość z innego kontynentu mógł krzywić się na to, ile "śmieci" ktoś potrafił wrzucić do jednej porcji herbaty. Sezam, imbir, goździki, wanilia, orzechy, kardamon, senes (nie mylić z sedesem) czy suszone owoce to tylko niewielka część składników, które mieszkańcy wschodnich państw Azji wrzucali do swoich napojów. Złośliwcy twierdzili, że tę herbatę się je, a nie pije, ale chyba takim warto przypomnieć, skąd pochodzi herbata.
(Zapomnijcie o torebkach. Zapomnijcie)
Arthur przeżywał teraz okres, który w niejakiej perspektywie majaczył przed Arią. W jakiej, to było dość ciężko stwierdzić, głównie ze względu na dość różne postawy obywateli obydwu państw. Bo Singapur nigdy nic nie dostał, brakowało mu wszelkich surowców, nawet wody do picia. Gdy wyrzucono to państwo z federacji Malezji Lee Kuan Yew, ówczesny przywódca, płakał, wygłaszając orędzie do narodu - płakał ze strachu, niepewny, czy w ogóle jest jakaś przyszłość. Teraz to Aria zabiła swoje serce, zdając sobie sprawę, że tylko na sobie może polegać. I własnymi rękami zbudowała nowoczesną potęgę światową. Dlatego szczerzyła tak zęby, dlatego była azjatyckim tygrysem (a może lwem? Nagroda specjalna dla Indii za Miasto Lwa bez lwów) - za dużo kosztowało ją to wszystko, by teraz miała to stracić.
Pamiętała Arthura jako silnego, niezależnego człowieka, który walczył do końca i którego żołnierze ginęli za kawałek singapurskiej ziemi. Zastanawiało ją, czy to jest koniec, jaki kiedyś ją spotka, czy też los przewidział inne życie za parę setek lat - mniej bądź bardziej litościwe.
Teraz przykładała wagę do każdego słowa czy gestu, jednocześnie uważając siebie za najlepszą w niemal wszystkich dziedzinach, skoro zdołała zbudować potęgę biznesu w zaledwie pół wieku. Dlatego prezent nie mógł być niegustowny, nawet jeśli miałaby wylosować Malezję. Uh. Musiała jednak przyznać, że widok kwiatów był dla niej miły - fakt, że w wielu miejscach sadzono orchidee i starano się utrzymywać zieleń w mieście, Aria jednak przeważnie nie zauważała tego, śpiesząc się w sobie wiadome miejsca (biznes, jedzenie, spanie, zakupy, biznes...kontynuować?).
-Czarną czy czerwoną. A może zieloną? - zapytała zupełnie niewinnie, przerzucając kartę na desery. Co jak co, ale warto było zamówić sobie jakiś dodatek do herbaty, co nie? Chwilę analizowała menu, słuchając odpowiedzi Arthura.
-Powiedzmy, że nie rozumiem, że rozumiesz. Bo albo rozumiesz, albo nie rozumiesz - odpowiedziała mu. Czy też karcie. Będą teraz rozmawiać przez spis herbat.
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pon Lut 22, 2016 1:54 pm

Anglia swoją herbatę preferował czarną, mocną, gorzką i z co najwyżej herbatniczkiem, co chyba ostatecznie wykluczało jakikolwiek dialog. Nie tolerował nawet cytryny czy cukru, bowiem uważał oba te dodatki za profanację mocnego smaku. Była jeszcze tylko jedna rzecz, którą uznawał, czy może nawet wręcz uwielbiał w swojej herbacie – mleko. Z tym dodatkiem świat od razu zdawał się piękniejszy. No dobra. Nie. Nadal był tak samo szary i ponury, ale herbata zdecydowanie stawała się lepsza.
Potarł skronie i usiadł sztywno, przyglądając się jej bacznie. Nie wiedział o czym myśli, choć dostrzegł mgłę zamyślenia, jakimi zaszły jej migdałowe oczy. To sprawiło, że stał się jeszcze bardziej czujny, choć przecież nie było mowy o żadnym ataku. Anglia jednak już teraz mentalnie przygotowywał się do możliwych żartów, docinków i kpin. Przywykał do nich. Kiedyś, gdy był imperium, nie robiły na nim wrażenia, teraz również nie dotykały go bezpośrednio, ale męczyły i nużyły. Ile razy w życiu człowiek może usłyszeć żart o własnych brwiach?
Zwłaszcza, gdy żyło się już ponad tysiąc lat.
Spojrzał na nią ponad kartą. Miał wrażenie, że jest to pytanie podchwytliwe, a ona chce go złapać za słówko. Nie ufał jej. Nie ufał nikomu. Świat z jakiegoś powodu uznał za wielce zabawne strojenie sobie z niego żartów, na które on mógł się już tylko krzywić. Miał dość walki. Był zmęczony. Chciał dobrze, a wyszło jak zawsze więc cholera nie i już. Koniec. On się już nigdzie nie miesza. Czasami tylko komuś wklepie, jak Argentynie, co by świat nie myślał sobie, że może przekraczać granicę jego cierpliwości.
(A i tak długo próbowano załatwiać to polubownie.)
- Czarną – mruknął. – Wolę mimo wszystko klasyczne smaki. Jak przypuszczam nie podają tu do niej mleka, hm?
Skupił spojrzenie na karcie i nie zaszczycał nim Singapur. Całe to spotkanie zaczynało się robić coraz bardziej niekomfortowe.
– Czemu chcesz uznać to za randkę – parsknął. - To jakaś wyrafinowana forma zemsty za stare lata?
Powrót do góry Go down
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pon Lut 22, 2016 7:08 pm

Jak widać, herbata potrafi na tyle dzielić ludzi, jak i ich łączyć. W końcu odgrywała ważną rolę w dawnej dyplomacji (na azjatyckie warunki to było niemal coś jak spotkanie nad winem, albo podarowanie komuś jakiegoś dobrego alkoholu. Ot, taki gest sympatii a jednocześnie kryptoreklama własnego państwa). Ale na pewno Azjaci wiedzieli, jak pić herbatę lepiej. Oni robili z tego ceremonię, a Europejczycy mordowali znaczenie napoju jako coś, co można łatwo przyrządzić i jest smaczne. Nigdy się nie nauczą.
Może to dziwne i niespotykane, ale Aria nigdy nie zażartowała z brwi Arthura. Nie widziała sensu. To jakby to, że ktoś wyśmiewał ją przez jej wzrost (chociaż doprawdy nienawidziła, gdy ludzie ją podnosili bez ostrzeżenia. Może powinna ich za to kopać, wtedy by się oduczyli? Pewnie nie...). I faktem było, że kilka razy dogryzała Anglii, ale przecież nie będzie kłócić się na randce, to zepsuje nastrój, który i tak, przynajmniej w kwestii Arthura, mógł być obecnie krojony nożem.
Nie musiał jej ufać, nawet o to nie prosiła, może głównie dlatego, że sama nie ufała nikomu. Boleśnie się po tym przekonała i od czasu niepodległości skupiała się na sobie nie dla tego, że była próżna (chociaż tutaj trochę też, nie umniejszajmy jej wad), ale dlatego, że nie chciała liczyć na kogokolwiek.
"Panie, chroń mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam".
-Podają, jest w dodatkach - ciekawe, czy Arthur w ogóle skupił się na czytaniu karty, czy tylko używał jej do zasłaniania twarzy. Zaraz jednak nadeszło wybawienie, bo oto kelnerka przyszła z wazonem, do którego Aria zaraz włożyła kwiaty. Zapytała przy okazji o zamówienie a Singapur podyktowała szybko po chińsku, zamawiając sobie zieloną z kwiatami słonecznika oraz ciastka, Anglii zamawiając czarną herbatę z dodatkowym mlekiem. Nie będzie wredna, jeżeli chodziło o kwestię herbaty. Niestety, chwilowe wybawienie dla Anglii okazało się też przekleństwem, bo kelnerka zabrała zaraz karty, znikając gdzieś na zapleczu. Teraz Arthur mógł sobie co najwyżej przysunąć wazon i zasłaniać się kwiatkami.
-Rozumiem, że nie masz o mnie najlepszego mniemania - skrzywiła się nieco na te słowa -I pewnie nie bardzo mi uwierzysz, ale nie czuję do Ciebie nienawiści. Nie pragnę też Twojego upokorzenia ani zemsty na Tobie. Może nie byłeś najlepszym opiekunem, ale w sumie mało kto był. Nie będę zakładać dla Ciebie fanklubu, czasem będę Ci dogryzać, ale nie mam nic do Ciebie. Więc proszę, skoro nie chcesz traktować tego jako randki, to przynajmniej nie zachowuj się, jakbym miała rzucić Ci się do gardła albo wyrwać Ci serce. A czemu chcę traktować to jako randkę? Bo po to tu w sumie jestem - jakby chciała iść na spotkanie w ciemno, to poszłaby po prostu do pubu czy jakiegokolwiek innego lokalu i zagadała do pierwszej, lepszej osoby. Odchyliła się na krześle, wbijając w niego spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie Lut 28, 2016 12:23 am

Anglia nie miał zamiaru wypowiadać się na temat całej tej ceremonialnej otoczki dalekiego wschodu, jaka otaczała picie herbaty jak zdecydowanie zbyt mocne perfumy – tłamsiła, dusiła i robiła wielkie… Cóż. Nic. Jasne, tradycja była istotna, Anglia nie zamierzał uczyć Azjatów picia herbaty, ale życzył sobie, by oni nie uczyli jego. To, co dla nich było sztywną etykietą, dla niego przyjemnością. Herbata miała koić jego nerwy podczas czytania książki czy w przerwie przy porządkach w domu. Albo nawet gdy pracował do późna nad papierami. Do takich rzeczy potrzebował herbaty, a do innych… Miał inne sposoby a odprawienie wielkiego cyrku. Łącznie z gośćmi w wysokich, czarnych czapkach.
– Acha – odparł jakże elokwentnie i zerknął na rzeczoną stronę.
Przejrzał ją czujnie i uważnie (bez konkretnego powodu, może poza Singapur siedzącą naprzeciwko). Nie podnosił spojrzenia jeszcze przez dłuższą chwilę, dopóki nie stało się to konieczne. Wysłuchał chińskiego Arii, z którego zrozumiał zaledwie kilka słów. Znał kilka języków, bo bywały okresy gdy łacina czy francuski dominowały na salonach i po prostu trzeba je było znać. Z chińskiego złapał podstawowe frazy, które pomagały, jeśli miało się chińskie dziecko za służącego. W ostatecznym rozrachunku jednak nie korzystał z tego języka zbyt wiele i… Cóż. Zapomniał. Dużo. Ale przecież to angielski był teraz lingua franca. Dzięki niemu. Dla odmiany to inni musieli uczyć się jego języka.
Kiedyś był z tego dumny, teraz od mnogości krzywdzących angielski akcentów bolała go głowa.
– Dobrze – stwierdził beznamiętnie, choć nie współgrało to z jego gestami czy chociażby nerwowym, ukradkowym spojrzeniem, jakie rzucał kobiecie od czasu do czasu. - Pójdźmy więc na kompromis. Ja ci nie uwierzę, bo wybacz, ale zdążyłem odkryć, że jednak niezależnie od tego co zrobiłem i tak wszyscy zdają się mnie nienawidzić z zasady. Nie, żeby zależało mi na ich sympatii – dodał szybko. - Po prostu bywa to uciążliwe. Ale jak już mówiłem… Ja ci nie uwierzę, ale w zamian, będę udawał, że to robię i nie zachowywał się tak, jakbym oczekiwał wylania mi wrzątku na twarz. Jeśli to cię… Usatysfakcjonuje. – Odchrząknął.

//Sing, kocie, jeden szczegół – nie używamy wielkiej litery w zaimkach osobowych poza listami D: Tylko tam obowiązuje ten zwrot grzecznościowy.
Powrót do góry Go down
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro Mar 02, 2016 11:36 pm

Gdzie ceremonialna, tam ceremonialna. To Japończykom nudziło się na tyle, by zrobić z tego pięciogodzinne posiedzenie, gdzie możesz rozmawiać o sztuce i pogodzie. W Singapurze, Malezji, Chinach, Indonezji i wielu innych państwach herbata była dobrym sposobem na spotkanie się i pogawędzenie. W tych krajach to właśnie spotkanie liczyło się bardziej, choć kultury i mniejszości etniczne miały swoje ulubione ceremonie. Na przykład ceremonia herbaciana Naxi nie była zbytnio przeciągana, a podawano trzy różne odmiany naparu (no dobra, niektóre nie zawierały herbaty, ale cii, dalej się to liczyło). Tam, herbata coś znaczyła. I nie zabierała pięć minut z życia, by ją zrobić. Herbata była przyjemnością, bo się nią delektowano. Tylko trzeba było ją odpowiednio szanować.
Arthur wyglądał, jakby właśnie chciał gdzieś zniknąć albo się schować. Albo wszystko naraz, byleby być wszędzie, ale nie tu. A szkoda, bo pomieszczenie było doprawdy przeurocze. Sama Aria uśmiechała się, widząc, jak wiernie starano się otworzyć pomieszczenie według dawnych herbaciarni chińskich. Ciekawe, czy Yao tęsknił za czasami, kiedy mężczyźni u niego chętnie chodzili do herbaciarni na posiłek i partię majianga. Ona nie miała za czym tęsknić (bo to była kolonią Arthura, a wcześniej wioską rybacką), podbierała więc z kultury Chin tyle, ile chciała (paradoksalnie za samą Chińską Republiką Ludową nie przepadając, ale co poradzić, Lee Kuan Yew był zapalonym antykomunistą. I to właśnie uratowało Singapur), czerpiąc też jednocześnie z kultury Zachodu.
Fakt, mówiła po angielsku, ale to dzięki temu, że chiński był u niej językiem komunikacji, tak dobrze udawało jej się łączyć różne kultury. Zagraniczne osoby cieszył fakt, że mogły tu bez problemów rozmawiać po angielsku, Chińczycy zaś czuli się swobodnie, mogąc komunikować się w chińskich dialektach. Współpraca tego zaowocowała singlishem, chociaż rząd (a tym samym Aria) byli przeciwni tej mieszance.
Wysłuchała go, a tutaj pojawił się mały problem. Znaczy, to bardzo miło, że Arthur zgodził się zachowywać nieco...luźniej. Ale w sumie...o czym się rozmawiało na randce?
-A ja nie będę rzucać żadnych uwag - póki co, mogła przerwać monolog, gdyż właśnie przyniesiono im zamówienia. Szybko. Herbaty podane były w dość wysokich czarkach, przykrytych jeszcze od góry talerzykiem. Obok Arii zaraz postawiono ciastko, a obok Arthura mały dzbanek z mlekiem.
-Może więc opowiesz, co u ciebie słychać?

(Sorry, weszło mi to w nawyk, nie wiem sama czemu :<)
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Pon Mar 07, 2016 12:12 pm

Anglia nie za bardzo wiedział co zrobić z dłońmi, dopóki nie przyniesiono im herbaty. Właściwie nie wiedział co zrobić ze sobą, a to już tworzyło pierwszy i najważniejszy problem. Czuł na sobie spojrzenie Singapur, które w niczym mu nie pomagało. Niezależnie od tego, co mówiła i jak pięknie się wypowiadała, Anglia z doświadczenia nie oczekiwał do ludzi by byli mili. Nie musieli udawać. Arthur miał świadomość tego, że świat go nienawidzi. Kropka. I jeden dzień spędzony przy herbacie niczego nie zmieni. Niezależnie od tego czy odbędą go w stylu zachodnim, azjatyckim czy spędzą trzy godziny na kwiecistych przemowach i rozmawianiu o pogodzie w stylu japońskim. Co, notabene, byłoby o tyle niefortunne, że Anglia nie umiał rozmawiać kwieciście o wielu sprawach. Ale pogoda nawet by go ratowała. Nawet. Szkoda, że w tym miejscu nie było dużo światła. Opuszczone rolety skutecznie tworzyły w tym miejscu atmosferę wygodnego półmroku, rozpraszanego jedynie przez lampiony zawieszone pod sufitem.
No ale cóż. Sam wyszedł z propozycją rozejmu i musiał zastosować się do nowych zasad gry. Zapowiadało się ciężko, ale może da radę. Jakoś.
– Zgoda – odparł i zerknął na spodeczek spoczywający na czarce.
Wiedział, że należy być cierpliwym w kwestii herbaty, ale naprawdę chciał już czymś zająć ręce. Dobrze, że chociaż czarna herbata parzyła się szybko i już za parę minut będzie miał aromatyczny napar w ręce.
– U mnie…? – Uniósł brwi. - Nic szczególnie ciekawego czy frapującego. Powiedziałbym, że dzień jak co dzień, pomijając cały ten raban z Unią Europejską, ale cóż. Kto wie, może już niedługo, to nie będzie mój problem. – Wzruszył ramionami.
Anglii ciężko było rozmawiać o czymś innym niż o pracy, bo praca była stałym elementem jego istnienia.
Nie, nie był pracoholikiem.
(Wcale.)
– Ale mimo wszystko bywało gorzej. A u ciebie?
Powrót do góry Go down
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Czw Mar 10, 2016 3:18 pm

Aria chwilowo nie skupiała się na sobie (tak w drodze wyjątku), w duchu podziwiając, jak wielka zmiana zaszła w Arthurze. Ktoś, kto nie przejmowałby się kiedyś niczym, tylko odpowiednimi zyskami i tym, czy wszystko działa (a przynajmniej z jej perspektywy, która, nie oszukujmy się, była mocno ograniczona. Skąd miała przecież wiedzieć, jak Anglia zachowywał się w obecności innych kolonii?), teraz siedział tutaj z miną, jakby śmierć była dla niego wybawieniem (a może była?).
Jej wszystko było na rękę. Brzmi to bezlitośnie, ale siedząc całe życie w jednym miejscu i nie mając zbytnio możliwości głosu, człowiek uczy się słuchać i udawać słuchać, być miłym i udawać być miłym. Większość osób, za którymi nie przepadała, jakoś znosiła z uśmiechem na twarzy (oczywiście istniały niechlubne wyjątki od tej reguły), ale z nienawiścią się nie kryła. Więc jeśli życzyłaby Arthurowi śmierci w nagły i bolesny sposób, ten na pewno by o tym wiedział. Nie oznaczało to, że właśnie dodawała Arthura do „psiapsiół” i zamierzała zaprosić go na piżama party, ale dziś, wyjątkowo, mogła być miła. Co Arthur pewnie będzie odbierał jako zamach na jego życie.
-To w sumie interesujące. Z początku Unia wydawała się dość dobrym pomysłem, jakie są więc teraz powody, dla których państwa powoli wycofują swoje poparcie z tego przedsięwzięcia? – skoro zaczęli rozmawiać o pracy, to pewnie nie skończą. Singapur nie żyła pracą, to praca od czasu do czasu przypominała sobie, że nie potrzebuje Singapuru.
-U mnie jak zwykle wszystko w ruchu, żadne święto na razie się nie zapowiada, więc w sumie praca – powtórzcie to ostatnie jeszcze paręnaście razy, dla pewności.
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Nie Cze 05, 2016 12:12 pm

Anglia spojrzał na Singapur i zawahał się. Ugryzł się w język, by nie rzucić jakiejś kąśliwej uwagi na temat Unii Europejskiej. Głównie dlatego, że mu nigdy nie wydawała się dobrym pomysłem. Hej, Liga Narodów też wydawała się dobra, nie? A potem Japonia zaatakował Pearl Harbour. Ach, stare dzieje. Wracając jednak do meritum – chodziło o to, że Arthur na początku nie chciał być częścią tego cholernego burdelu. Gdy go zaproszono – odmówił. Gdy uznał, że może jednak warto wiedzieć, co się dzieje w reszcie państw – nie chcieli go przyjąć. A gdy wreszcie stał się częścią UE… Od początku balansował na krawędzi być albo nie być, średnio co kilka lat grożąc, że wyjdzie i trzaśnie drzwiami. Pierwszy raz jednak dotarł z tym aż tak daleko, a wszystko przez kryzys migracyjny. Ale prawda była taka, że nie tylko o to chodziło.
(Mimo to nie był głupi. Unia ich wszystkich uzależniła od siebie. To było najgorsze.)
– Bo, jak wszystko na tym świecie, Unię stworzyli ludzie. A wśród ludzi zawsze będą równi i równiejsi. Albo tacy, którzy próbują wepchać swoją perspektywę innym, ignorując ich własne zdanie. I tym właśnie jest Unia. A ostatnio przybrało to tak abstrakcyjne poziomy… – Skrzywił się. - Bądźmy poważni, Niemcy uważa się za mesjasza nowego świata. Pewnie poczucie winy. A Francja jest Francją. Grecja doi nas jak krowy i jeszcze ma pretensje. Szczerze mówiąc ostatnio byłem nawet skłonny zgodzić się z Węgrami czy Polską… Czy to nie przerażające? – Uśmiechnął się cierpko.
Z jego perspektywy był to znak, że naprawdę dzieje się coś złego.
– Praca. Cóż. To samo u mnie. – Podsumował, wzruszając ramionami. - A jednak znalazłaś czas na ten cyrk. Sama się zapisałaś? – Uniósł brwi.
Powrót do góry Go down
Singapur



Imię i nazwisko : Aria (Yanan) Kuan Yew
Liczba postów : 136
Join date : 23/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Sro Sie 10, 2016 10:00 pm

Znając Arię, bardzo chętnie posłuchałaby jakiś kąśliwych uwag na temat Unii Europejskiej. W tym miejscu raczej nikt nie wydawał się nimi przejmować, dzień również nie sprzyjał do takich rozmyślań. Sama Aria bardzo chętnie poopowiadałaby nieco o Federacji Malezji i to raczej nie w pozytywnym sensie. Ale i tak uważała, że w sumie na tym wyjściu wyszła o wiele lepiej - strach pomyśleć, co obecnie byłoby w Singapurze, gdyby ich z Federacji nie wyrzucono. A tak to Singapur dał sobie radę sam i dziś stanowił dość dobre zaplecze finansowe.
O ile byłeś w stanie harować kilkanaście godzin dziennie, żeby móc się utrzymać oraz zapewnić swojej rodzinie jako taki byt.
-Jak myślisz, twoi mieszkańcy wyrażą chęć opuszczenia tej organizacji? - wola nacji to jedno, chęć narodu to jednak drugie.
-Mogłabym cię spytać o to samo -stwierdziła, bardziej odnośnie zapisania się do tego -Ale odpowiadając na twoje pytanie, nie, nie ja się zapisałam. Podejrzewam, że pewnie moja siostra postanowiła się zabawić w swatkę. Albo Yao postanowił coś zrobić z cudzym życiem, jak zwykle
Powrót do góry Go down
Anglia



Imię i nazwisko : Arthur Kirkland
Liczba postów : 95
Join date : 15/01/2016

PisanieTemat: Re: Herbaciarnia   Czw Sie 18, 2016 5:38 pm

Anglia zawahał się przed odpowiedzią. Objął dłońmi ciepłą czarkę, pozwalając przyjemnemu, gorącemu dreszczowi obiec jego palce. To było, hm, nie tyle ciężkie pytanie co podchwytliwe. Arthur potrzebował chwili by na nie odpowiedzieć. Skupił się na sięgnięciu w głąb siebie, tam gdzie opinie i głosy jego ludzi tworzyły ważną część jego… Czego? Nie ciała. Jestestwa? Tak, czegoś takiego.
Odetchnął.
- To zależy – odparł wreszcie pojednawczo. – Moi ludzie są podzieleni. Młodzi wolą zostać, ale starsi, pamiętający jeszcze… Czas imperium? Och, nie. Oni nienawidzą być pod czyimś panowaniem. A narzucane normy Unii są dokładnie tym w ich odczuciu. – Zrobił krótką, znaczącą pauzę. – I w moim także. Poza tym są jeszcze Szkoci, Walijczycy i Północni Irlandczycy. Jest ich mniej, owszem, ale kto wie. – Wzruszył ramionami. – Ich głosy mogą na wszystkim zaważyć. Nie ma co gdybać…
Co ma być to będzie, prawda?, pomyślał Arthur. Na chwilę jego spojrzenie uciekło w bok, tak jakby podziwiał skraj ciastka leżącego przed Singapur. Był to naturalny efekt zamyślenia, które odbiło się na jego twarzy, błysnęło w ciemnych, zasępionych oczach i dało się odczuć nawet w delikatnie ściągniętych brwiach.
Arthur pokręcił głową.
- Fakt. To w stylu Chin, zawsze lubił wpychać swój nos w cudze sprawy, uważając się za eee… No, nie ważne. – Hipokryzja Anglii chyba osiągnęła właśnie jakieś wyżyny, ale naturalnie Arthur nie zwrócił na to uwagi. – U mnie to też… Ktoś. Rodzina? Żabojad? Kto wie. Gdybym się dowiedział i dorwał… - Urwał znacząco głos. – Idiotyzm.
Powrót do góry Go down
 
Herbaciarnia
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Herbaciarnia pani Puddifoot
» Księgarnia Esy i Floresy
» Herbaciarnia Rozmarzony Hipogryf
» V piętro - Sklep i Herbaciarnia
» Herbaciarnia "Zielony Smok"

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Fabularnie :: Rozgrywki w postach :: Świat :: W miejscu nieokreślonym-
Skocz do: