IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Obrzeża Truro, dom Kornwalii

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 1:49 pm

Poranek, jak to poranek. Siedział w kuchni, przy stole ustawionym tuż pod oknem, które było otwarte, zresztą jak każdego ranka. Przed nim stała herbata, a on sam podpierając głowę na dłoni patrzył w jeszcze szare niebo i wrończyka, który po nocy rozprostowywał z zadowoleniem skrzydła. Do tego przez otwarte okno czasem wpadał chłodny, rześki wiatr. Uwielbiał poranki, zwykle je tak właśnie przesiadywał, ładował dodatkowe baterie i odprężał się przed dniem nierzadko pełnym pracy. Jednak tym razem czekały go inne obowiązki... Otóż odwiedził go Vincent, który był ciekawy ogrodów, a zwłaszcza jednego - Eden Project. Westchnął, Rosen lubił i szanował Holendra, ale praktycznie jeszcze nie spędzali czasu tak... bezpośrednio razem, tylko we dwóch i nieco się tym stresował. Liczył jednak, że gdy zacznie Vincentowi wszystko pokazywać i opowiadać, to się obaj rozluźnią i miło spędzą czas, który zwieńczą cydrem lub piwem w jednym z pubów.
Była prawie szósta, zastanawiał się kiedy Holandia się obudzi, późno przyjechał i po ogólnym pokazaniu domu, a w szczególności pokoju, w którym będzie spać, ten się szybko położył. Nie dziwił się, przecież to dość daleko. Mimo wszystko słysząc stuknięcia czy inne dźwięki, jakie nieraz jego dom wydawał, to odwracał głowę by spojrzeć czy gość przypadkiem nie stoi w drzwiach.

Kornwalia mieszkał w niedużym, parterowym domu usytuowany na obrzeżach Truro, prawie za miastem. Przez co otoczony był duża ilością zieleni i polami, na których nierzadko widywało się pasące się zwierzęta. Dom utrzymany w tradycyjnym stylu zarówno w środku jak i na zewnątrz. Ciemnoszary dach i jaśniejsze ściany jakby ułożone z kamieni, do tego czterodzielne okna z białymi, drewnianymi framugami, za którymi widać było firanki. Nad drzwiami znajdował się lekko wysunięty daszek, który podpierany był grubymi, na biało malowanymi deskami co tworzyło mały ganek, który łączył się z wąską, ciągnącą się wzdłuż budynku werandą. Owa weranda odgrodzona była czarną, delikatną choć solidną barierką, która prowadziła do kilku schodków. Dlatego by wejść do domu, trzeba było pierw wspiąć się po tych schodkach, przejść werandę i dopiero docierało się do drzwi.
W domu znajdował się mały przedpokój, który bezpośrednio łączył się z niedużą kuchnią, łazienką i czymś w rodzaju salonu. Z salonu z kolei przechodziło się do pokoju, w którym zwykle spał Rosen, a teraz Holandia. Przecież nie będzie kazał gościowi spać w salonie, na kanapie nawet jeśli rozsuwana i spora. W gościnnym pokoju oprócz kanapy znajdował się stół na większą ilość osób. Były tam też meble, w których trzymał co ładniejsze i mniej więcej skompletowane zastawy przeznaczone na różne specjalne okazje. Prócz zastaw były tam też książki, musiał gdzieś je upchnąć, bo miał ich dość dużo. Były zarówno w salonie, jak i jego pokoju, a te co cenniejsze i ważniejsze dla niego, miał zachomikowane w kufrze na strychu.
Ogólnie wnętrze domu było utrzymane raczej w ciepłych, ale jasnych barwach. Meble miały swoje lata, ale były w dobrym stanie i nie wyglądały źle, zwłaszcza pomalowane na ciemny brąz co ładnie kontrastowało przy jasnych ścianach. Tu i ówdzie wisiały lub stały jakieś zdjęcia, nierzadko w towarzystwie jakiegoś starego zegaru czy innych podobnych wiekowo przedmiotów. I nie, nie dawało to wrażenia muzeum! Może i mogłoby dawać takie wrażenie, gdyby wywlókł z piwnicy i strychu więcej bibelotów, map, zdjęć... ogólnie trochę tego nagromadził, ale patrząc ogólnie na dom, nie było tego aż tak widać.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 2:13 pm

Poranki bywają trudne, szczególnie w nowych miejscach. Właściwie, można zacząć już od nocy... Tak, noce w obcych miejscach bywają trudne. Rzadko wyjeżdżał, a szczególnie tak by być u kogoś na noc. Dlatego tak ciężko było mu się przyzwyczaić. Zazwyczaj i tak wstawał wcześnie rano, teraz też tak było. Było przed szóstą, idealnie. Okno miał otwarte to i podszedł do niego. Przyjemne chłodne powietrze, do którego był tak przyzwyczajony. Stał tak chwilę w oknie. Podobało mu sie tu. Tak zielono. Ze swojego okna miał widok na ogród, ale jednak to nie to samo. U niego krajobraz całkowicie inaczej wyglądał, wszędzie płasko, brak lasów i ogólnie depresja. Było naprawdę pięknie. Do tego odwiedza ogród, który założył jeden z Holendrów. Naprawdę był jego ciekawy, jak teraz wygląda, czy Kornwalia należycie o niego dba, czy w ogóle dba! Czy starcza mu pieniędzy, na utrzymanie ogrodu. Sam po sobie wiedział, ze to nie sa tanie rzeczy. Był skłonny mu nawet pomóc. W końcu uważał, że ten ogród jest trochę jego. Do tego kochał kwiaty, ogólnie rośliny i przyrodę i nie mógłby pozwolić im zginać.
Odszedł w końcu od okna. Zaczął powoli sie ogarniać. Łazienka, ubieranie, stawianie włosów. Idealnie. Gdy skończył, od razu zszedl na dół. Od razu pokierował sie do kuchni. Nie spodziewał sie trochę jego, o tej porze. Wyglądał mu na osobę, która lubi sobie pospać. A jednak się pomylił. No cóż...
- Goedemorgen. - Tak, przywitał sie z nim. - Zrobię sobie kawy. - Bo co... On sobie potrafi zrobić kawy. Najpierw włączył czajnik. Gdzie moze być kawa? Na pewno w górnej szafce. Chwila zastanowienia i wybrał jedną z szafek. Trafił! Ha! Wziął ją sobie, kubek tez. Dosłownie jakby byl u siebie.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 2:44 pm

Kończył już prawie herbatę. Wsłuchiwał się cały czas w ciszę, którą przerywały czasami pojedyncze stuknięcia, ale teraz spokój przerwało ciche krzątanie się. Czyli Holandia się obudził? Na to wychodziło. Cóż, niespecjalnie ruszyło to Rosena z miejsca, siedział dalej tak samo i spojrzał raz jeszcze na nabierające błękitu niebo. Mimo wszystko przydałoby się ruszyć, coś uszykować Vincentowi na śniadanie, ale problem polegał na tym, że nie wiedział co ten woli, więc... poczeka. Nie ma co się spieszyć. Spojrzał za wrończykiem ostatni raz i usłyszał głos Holendra. Odwrócił automatycznie głowę w jego stronę.
- Myttin da. - również się przywitał - Oczywiście, nie krępuj się. - nie zdążył jednak tego powiedzieć, bo Holender od razu zaczął się sam obsługiwać. Właściwie to trochę mu było z tym nieswojo, zwykle tylko rodzina go odwiedzała i zaczynała sama robić herbatę, jak Rosena musiało na chwilę gdzieś wywiać.  - Wyspałeś się? Jak minęła noc? Mam nadzieję, że Arthvawr cię nie obudził. Czasem bywa głośny. - Tak, mowa o wrończyku, który zwykle był budzikiem, a oczka otwierał praktycznie ze wstaniem słońca i głośno domagał się by wtedy i Kornwalia wstał. Dlatego nawet jeśli wygląda na śpiocha, to nim nie jest i to nie tylko przez czarnego ptaka, ale też z przyzwyczajenia, bo od zawsze pracowity i sumienny, więc też wstawał wcześnie.
- Jesteś głodny? Zaraz uszykuję coś. - dopił herbatę i wstał by umyć szklankę.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 3:30 pm

Zabrał się za robienie kawy. Zrobi sobie mocniejsza, bo jednak średnio się wyspał. Dlatego i wsypał więcej łyżeczek kawy niż zwykle, nie słodził, nie dolewał mleka, to na pewno będzie mega mocna. Tak, tego mu było trzeba. Gdy woda się zagotowała, zalał kawę i dokladnie zamieszał. Poszedł z nią do stołu i postawił. Wyciągnął jeszcze papierosy z kieszeni i usiadł przy stole. Spojrzał na chłopaka.
- Tak sobie. Nowe miejsce, to dlatego. Nie, nie obudził mnie. - Mruknał i wyciagnął z paczki jednego papierosa. - Możesz coś zrobić. Obojętnie mi co. - Nie był wybredny, zje wiele rzeczy. Chyba prócz pomidorów, one jednak nadal mu się źle kojarzą. A tak to chętnie zje coś jego. Lubił próbować nowych rzeczy. Otworzył szerzej okno. - Zapale. - Wolał go poinformować. Chyba nie bedzie mial nic przeciwko, że w domu zapali. Wlaściwie okno całkiem otwarte i będzie dymil w tamtym kierunku... To raczej nie powinno nikomu przeszkadzać. Odpalił papierosa i sie porządnie zaciągnął. Od razu lepiej. I ta, wypuścił dym w stronę okna.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 8:38 pm

Spojrzał jak mocną Holender robi sobie kawę i... chyba nie ma pytań. Dobra, ma. Sporo. Zaczynając od tego jak jego żołądek znosi taką kawę, a kończąc też na tym jakim cudem mu to smakuje bez cukru i mleka. Ale o gustach się nie powinno raczej dyskutować. Lubi, to niech taką pije i tyle.
- A, rozumiem w takim razie. Mam nadzieje, że podołasz dziś z oglądaniem całego ogrodu. Bo naprawdę by go chociaż pobieżnie zobaczyć, to trzeba być w nim co najmniej pół dnia. - Ucieszył się, że wrończyk go nie obudził, bo nieciekawie jakby pierwszej nocy się nie wyspał przez ptasie wydzieranie się o poranku. Choć... jak sobie tak o tym pomyślał, to Arthvawr był dość cicho dzisiaj. Najwyraźniej był nadal zafascynowany nową osobą w domu, ale równocześnie wyraźnie okazywał oburzenie, że nie jest w "w swoim" pokoju. Ważne jednak, że noc minęła całkiem spokojnie.
- Obojętnie? Dobra. - to nawet lepiej, zrobi dość tradycyjnie. Wytarł dłonie o spodnie po tym jak umył szklankę i od razu zaczął wyjmować potrzebne rzeczy.  - Pal, nie ma nigdzie Arthvawra, więc się nie krępuj. Dopiero jak będzie blisko, to gdybyś mógł... no, wiesz, trochę z dala od niego. I od razu mówię, że on budzi się zawsze pierwszy i wymaga też by inni wstali. Mam nadzieję, że nie będzie ci to przeszkadzać, bo jeśli tak, to mogę spróbować coś z tym zrobić. - mówiąc to z lekka zagracił kuchnię, tak, Rosen gotuje czyli wszystko wszędzie, ale on wie co robi. Wrzucił masło i mąkę do miski i miesza. Po chwili wziął kilka pomidorów i rozgniótł, po czym wrzucił do mąki i masła. Tak, on wie co robi.


Ostatnio zmieniony przez Kornwalia dnia Nie Lip 31, 2016 9:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 8:59 pm

- Dam radę. Chciałbym go obejrzeć całego. Najwyżej będziemy zwiedzać kilka dni. - Nie miał z tym problemu i tak wziął dłuższe wolne. A bardzo mu zalezało na tym, by obejrzeć dokładnie cały ogród. Naprawdę nie mógł się już doczekać. Dawno nie był czymś aż tak zaciekawiony. - Nie musisz nic z tym robić. Niech sobie lata, skrzeczy, co tam chce. - On do zwierząt nic nie miał, zresztą bardzo je lubił. - Zwierzęta i ich zachowania mi nie przeszkadzają. Miffy też mnie nie raz budzi. Do tego bardzo ładny ten wrończyk. - Oczywiscie była z nim, ale teraz spała w pokoju. Będzie się teraz łajza wylegiwać. A wrończyk Kornwalii, naprawdę mu sie podobał, do tego dal sie tak mu oswoić. To było ciekawe.
Dopalił papierosa i spojrzał na niego, jak ten sie uwija. Nie był pewien co on robi, ale miał nadzieję, ze to będzie jadalne. Vincent też ma swoje granice, jesli chodzi o jedzenie. Napił się jeszcze kawy. Wstał i wyrzucił peta, po czym podszedl do niego i tak patrzy co on robi.
- Pomóc ci? - Warto zapytać i by mial jakieś zajęcie, a nie tak siedzieć i nic. Tak stał za nim i obserwuje nadal, do tego jego mrukliwy głos. To musiało byc troche straszne i krępujące, ale Holandia całkowicie nie zdawał sobie z tego sprawy.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 9:26 pm

- A właśnie... Masz kilka dni, ale ile dokładniej? Bo oprócz tego ogrodu mam jeszcze wiele innych, na przykład Zaginione Ogrody Heliganu. Właściwie oprócz ogrodów mam jeszcze inne ciekawe miejsca, możemy trochę pojeździć. Na wyspy Scilly też powinieneś pojechać. Spodobałyby ci się. - był bardzo pewny siebie i jakby się bardziej wyprostował gdy o tym mówił. Był świadom, że ma piękny dom i z zadowoleniem zawsze patrzył na wielu turystów. Choć miał też swoje granice, irytowały go przesadne tłumy chociażby przy Tintagelu, ale co się dziwić, że to miejsce jest tak oblegane? Jednak przykro patrzeć jak tak ważne dla niego miejsce zmienia się w tak sztuczne i robione tylko pod turystów? Bajki i historie wymyślane na biegu i wciskane ludziom za spore pieniądze. Bo prawdziwe historie się nieco przejadły tym, co szukali nie wiadomo jakich sensacji. No, ale utrzymuje się już przede wszystkim z turystyki, cóz, wszystko ma to swoją cenę.
- To się ciesze w takim razie, że ci nie przeszkadza i... tak, jest przepiękny, ale król to król. No, ale może da ci się pogłaskać jak trochę się przyzwyczai. A pro po... Miffy, tak? - powtórzył to imię by zapamiętać też - To ona siedzi sobie w pokoju? Ayse? - woli się dopytać. Miesza i miesza wszystko by była jednolita masa. Sprawnie mu to szło. A co do wrończyka... on się nie oswoił, to jest król i pilnuje Rosena, a przynajmniej Kornwalia w to wierzył i to mocno. I tak... Holender trochę go stresował gdy tak stał i mówił mrukliwie.. Pewnie dlatego Rosen trochę za dużo gadał, ale starał się być rozluźniony, ale jak mu to wychodziło? Nie był pewien.  - Em... Nie, nie musisz mi pomagać. Zaraz kończę. Ale jak bardzo chcesz, to możesz dolać wody do czajnika, zrobi się jeszcze coś do picia, do śniadania. - tak, zająć czymś Vincenta, by ten nie stał tak z tyłu i nie czaił się. Uh...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 9:40 pm

- Przyjechałem na tydzień. - Jak szaleć, to szaleć. Nigdy nie brał tak długiego urlopu, praktycznie wcale nie brał wolnego. A jak już, to dosłownie dwa dni, w porywach trzy. A tu proszę az tydzień! Widac jak mu zależy na ogrodzie i ogolnie pozwiedzać. U siebie miał tylko płasku, przez co trochę nudno. A u Kornwalii było z krajobrazami zdecydowanie ciekawiej. Miło jest popatrzeć na coś innego. - Chętnie zwiedzę, te wszystkie miejsca. - Ktore wymienił. Na pewno będzie ciekawie. Lubił poznawać nowe miejsca. - Król? - Nie bardzo rozumiał. Ten ptak jest królem? Może w Kornwalii, to król wśród ptaków czy coś w tym stylu? - Może. - Akurat jak ludzie stronili od Vincenta i za nim nie przepadali, to zwierzęta wręcz przeciwnie. Chętnie do niego przychodził, dały się pogłaskać. A niby taki nieprzyjazny, nieprzystępny i ogolnie niedobry, a zwierzęta go lubią i wyczuwaja coś wiecej! - Tak, Miffy. To mój królik. Nic nie zrobi, jest spokojna. Na pewno śpi. - Jesli mu chodzi o to, ze zostawił samego krolika i to nie w klatce. Nigdy jej nie trzymał w klatce, no chyba, ze musiał gdzieś przewieźć, a tak to sobie hasała po całym domu. Bo jak można takiego małego króliczka trzymać w klatce? To nawet nie ma sensu, przynajmniej dla Holendra. - Rozumiem. Dobrze. - Mruknął i wział czajnik. Nalał do niego wody i nastawił. Podszedł jeszcze do stołu i wziął kawę, wypił ją do końca.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 10:12 pm

- Tydzień? Świetnie, trochę miejsc uda się zobaczyć. - Faktycznie uda im się trochę pojeździć. Może przy okazji pójdą na ryby? Fajnie gdyby Vincent dał się na to namówić. Bo nie ma to jak świeża ryba.
- Otóż tak, król.  Nawet tak się zachowuje, jak przyleci, a pewnie zaraz to nastąpi, to będziesz mógł zobaczyć z jaką grację się porusza. - Przerwał na chwilę i spojrzał w stronę okna. - Właściwie powinien krążyć gdzieś tutaj. W locie też jest piękny. - Uśmiechnął się sam do siebie i wziął zaraz patelnię, którą postawił na kuchence. Skończył mieszać ciasto, wyjął je na blat, rozpłaszczył trochę, pokroił na kilka kawałków i położył na patelni.
- No właśnie chyba ją wczoraj widziałem, ale chwilę. Maleńka jest. Młoda czy jakiejś rasy? Nie zdążyłem się przyjrzeć. - Też lubił zwierzęta, więc się dogadają na pewno. - I nie ma sprawy, wątpię by taki maluch mógł coś zrobić, nie zje przecież kołdry ani firanki. Mam pewnie jakąś marchew, to może byś jej dał by poskubała? - Tak gada, ale nie patrzy na Vincenta. Pilnuje by nic się nie spaliło. Wyjął dość sporą kiełbasę i położył na patelni obok ciasta, które już było prawie gotowe do zdjęcia.
- Już kończę. Ym... I jakbyś mógł, to od razu weźmiesz dzbanek i wsypiesz herbaty? Powinien być w tamtej szafce. - Wskazał kiwnięciem głowy. - A herbata tam gdzie kawa. - Dodał, tak jakby Holandia nie zauważył.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 10:26 pm

Na łowienie ryb na pewno da sie namówić. Może za samym łowieniem, jakoś wybitnie nie przepadał, ale za to uwielbiał je jeść. Z pewnością Kornwalia przyrządzał je całkowicie inaczej niz Holandia. Może nawet się czegoś od niego nauczy w tym temacie.
Podszedł bliżej okna. Chciał zobaczyć tego całego króla. W sumie troche zabawne, tak wielce dostojny ptak. Faktycznie, z niezwykłą gracją latał. Obserwował przez dłuższą chwilę wrończyka.
- To miniaturka. Króliczek baranek. - Mruknął. - Nic nie zrobi. Później jej zaniosę jedzenie. - Nie przeszkadzało mu to, ze na niego nie patrzył. Własciwie Vincent tez tego nie robił. Za bardzo zainteresował się wronczykiem. - Nie śpiesz się. - Przecież wcale go nie popędzał. Nie paliło mu sie ze śniadaniem. Napil się kawy, do tego zapalił, to przez jakąś chwilę głód będzei zagłuszony. A on niech sobie powoli robi śniadanie. - Tak, już. - Nie przepadał zbytnio za herbatą. Własciwie w ogóle jej nie pijał. Zawsze kawa, jakiś sok, woda. No, ale spróbuje, na pewno tu u nich jest dobra, może akurat mu posmakuje. Dlatego bez słowa znalazł dzbanek, wziąl herbatę i zabrał sie za przygotowywanie jej. Akurat praktycznie w tym samym czasie woda sie zagotowała, to i ją zalał. Dzbanek postawił na stole, niech sie parzy. Wziął kubek po kawie i go umył, porządek musi być. Wzął dwa czyste kubki i postawił je na stole. Hol taki pomocny.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Nie Lip 31, 2016 10:58 pm

Pewnie każdy trochę inaczej przygotowuje ryby, więc i on chętnie by zerknął jak Holandia to robi. Dlatego jeśli uda im się wybrać na połów i złapią kilka sztuk, to pewnie poprosi by i Vincent pokazał jak u siebie je przyrządza. W sumie to by było ciekawe, wziąć dwie ryby, jedną zrobiłby Holender, a drugą Kornijczyk i później by obu spróbowali. Na pewno przez to czegoś by się nauczyli obaj. No dobra... może nie Rosen, bo gotuje z pamięci i to wyuczone tak rzeczy, że nie mają prawa nie wyjść. Zawsze jak kombinuje, to kończy się to... różnie.
- Króliczek baranek. - Powtórzył za nim. W sumie urocze, mieć królika i baranka w jednym! - Podoba mi się ta nazwa. - I to jak. Kiwnął głową lekko na to, że ten zaniesie małej jedzenie później. Chętnie się przyjrzy temu króliczkowi, o ile Holender pozwoli.  
- Nie spieszę, to się samo szybko robi, taki tego urok. - Zerknął na niego, jak tak patrzy przez okno. Cieszył się, że wrończyk aż tak mu się spodobał i tak go zainteresował. To wspaniały ptak i zasługuje na taką uwagę, no... właściwie też dzięki rozpieszczeniu przez Rosena tej uwagi się domaga i nieraz też popisuje, ale teraz zwyczajnie cieszył się przyjemną pogodą  i lataniem. W końcu sięgnął po jeden z talerzy i wyłożył na nie kawałki ciasta, chwilę jeszcze podsmażył kiełbasę, którą po chwili również zdjął z patelni, a na jej miejsce wrzucił kilka jajek, przyprawił i niech się robią. Idealnie. W czasie jak się zrobią, to on pokroi na grube plastry kiełbasę. Ciekawy był czy zasmakuje Vincentowi, bo na pewno takiej jeszcze nie jadł. Ten rodzaj, jaki miał Rosen był produkowany tylko w Kornwalii i częściowo w Devonie i był w tych rejonach dość popularny. Porozkładał kiełbasę i ciasto już na oba talerze.
- Trochę mi głupio, że tak pomagasz. Raczej to ja powinienem wszystko podać. - Przyznał, ale zarazem to było miłe, że Holender pomaga. I gdyby powiedział, że woli do wszystkiego kawę, to by Kornwalia zrozumiał. - No i gotowe. - Stwierdził nakładając jajka na talerze, wyłączył kuchenkę i postawił wszystko na stole. - Mogę jeszcze rybę dorzucić, chcesz?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Pon Sie 01, 2016 4:49 pm

Z pewnością w sprawie ryb się dogadają. Właściwie nie tylko ryb, mieli trochę ze sobą wspólnego. Oboje lubili zwierzęta, roślinki i ogólnie przyrodę. Dlatego pewno Holandia bardziej rozmowny niż zwykle. Właściwie gdy miał co do powiedzenia, na temat który lubił, to zdecydowanie mówił więcej.
- Dlaczego głupio? To, ze jestem gościem nie oznacza, ze mam siedzieć i nic nie robić. - Nie byl przyzwyczajony do tego, że ktoś przy nim chodził i wszystko podaje. Zawsze było odwrotnie. - Mi to nie przeszkadza. - Usiadł przy stole. Spojrzał na to co mu podał. Wyglądało dość ciekawie. Po czym sobie przypomniał jaką ma opinię Anglia, jesli chodzi o gotowanie. A Kornwalia to jego rodzina i to najbliższa. Czy on właśnie ryzykuje życie? Spojrzał na Rosena, wyglądał tak słodko i niewinnie. Raczej by mu nie podał czegoś, co nie nadaje sie do jedzenia. - Nie, nie trzeba. - Odnośnie ryby. Najpierw nalał sobie herbaty i sie napił, smakowała całkiem dobrze. A później wziął sie za jedzenie, tak je i je. Jedzenie też w porządku. Jednak przeżyje te odwiedziny. Przez co był jeszcze bardziej zadowolony. Moze i po nim to nie było widać, ale był w naprawdę dobrym humorze. Wlaściwie Holandia zazwyczaj ma dobry humor, a to, ze ma taki wyraz twarzy a nie inny, to juz inna sprawa.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Pon Sie 01, 2016 5:33 pm

To prawda, wyjątkowo dużo mieli ze sobą wspólnego. Dobrze, że tak było, chociaż zawsze znajdzie się temat do rozmowy, a zwłaszcza jak pojadą już na wybrzeże. Wielu artystów przyjeżdżało tam by malować, więc może i w Vincencie odezwie się dusza artysty? Nie był pewien jak sam Holender podchodzi do tematu sztuki, obrazów, ale Rosen głupi nie był i wiedział, że wielu artystów pochodziło właśnie z Holandii. Między innymi malowniczość krajobrazów sprawiała, że był niemal pewny, że Vincentowi się spodoba.
Wysłuchał go i odrobinę się zmieszał - Niby tak, ale... - I na tym "ale" się urwało. Nie chciał wchodzić w jakąś większą dyskusję o tym. Był przyzwyczajony, by nieraz coś przynieść, zanieść, podać... Więc skoro miał gościa, to czuł się w pewnym obowiązku, by ten siedział i by to jemu podać herbatę czy kawę. - Skoro ci nie przeszkadza i sam chcesz coś pomóc, to nie mam nic przeciwko. To w sumie miłe.- Jednak nie podjął szerzej tematu, tylko też sobie nalał herbaty. Gdyby Rosen wiedział jakie rozmyślania kryją się pod ta postawioną czupryną, to nie dość, że by się pewnie zakrztusił herbatą, której właśnie się napił, to w dodatku szybko by wyprowadził go z błędu. Anglia nie był jego rodziną. Ani bliską, ani daleką. Koniec i kropka. A tak właściwie, to Vincent widział co Kornwalia gotował, więc... w sumie najbardziej mógł się obawiać kiełbasy, bo takiej jeszcze na pewno nie jadł. Ale... Rosenowi smakowała. Zwykłe mięso wieprzowe, tłuszcz, chleb i płatki owsiane, a do tego jeszcze przyprawy. A wytwór z mąki, masła i ugniecionych pomidorów był jak taki dość oryginalny chleb, tylko usmażony na patelni. Do tego jajko. Śniadanie jak śniadanie, nie powinien się Holandia podtruć.
Również zaczął jeść i jak na zawołanie na parapecie pojawił się wrończyk. Rosen uśmiechnął się i bez słowa urwał dość spory kawałek z mącznej części śniadania i mu podał, a ptak szczęśliwy porwał w dziób jedzenie i też zabrał się za jedzenie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Pon Sie 01, 2016 8:01 pm

Może i Holandia na takiego nie wyglądał, no dobra, na pewno na takiego nie wyglądał, ale potrafił malować. I to by bylo chyba na tyle, jakoś wybitnie sztuką się nie interesował. Oczywiście znał swoich malarzy, ale duszy artysty to on nie miał.
Niech Kornwalia nie narzeka, ma chociaż mniej pracy. W sumie aż tak wiele nie pomógł, ale zawsze cos. Na pewno sprawniej to poszło. Przy obiedzie i kolacji tez chętnie mu pomoże. I wcale nie chce za to pieniędzy! Zwyczajna pomoc, dlatego niech Kornwalia korzysta. Vincent wcale nie czuł sie wykorzystywany, ani nic w tym stylu.
- Nie, nie przeszkadza. Nie lubię siedzieć bezczynnie. Zawsze coś robię. - Wlasciwie Holandia nie potrafił odpoczywać. Zawsze na nogach, coś robił. Nie ważne co, on musiał mieć zajecie. I tak od wieków. - Chyba, ze ci to przeszkadza, ze się plącze. - Może mu powiedzieć, on wcale nie będzie czul się urażony. Po prostu zorzumie, kazdy ma swoje zwyczaje, przyzwyczajenia. On również, jest osobą tolerancyjną.
Holandia i tak uważał wszystkich z wyspy za jedną wielka rodzinę. Właściwie nie wie jak dokładnie wyglądaja ich relacje, nigdy się w to nie zagłębiał. Ma swoja rodzinę i to mu wystarcza. Do innych nie ma zamiaru sie mieszać.
Je tak powoli to śniadanie. U siebie zjadlby całkowicie coś innego, ale to też nie bylo wcale złe. Aż był ciekawy, co w Kornwalii robi sie na obiad. A tu wrończyk wleciał, spojrzał na niego.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Wto Sie 02, 2016 8:23 pm

Może i Vincent uważał, że nie miał duszy artysty, ale miał pewną wrażliwość, którą potwierdzały zwierzęta i rośliny, które dobrze się czuły przy nim. Może bezpośrednio Rosen nie miał jeszcze okazji tego zaobserwować, ale skoro mają tydzień, to może okazja będzie?
Odpowiedział wcześniej dość zdawkowo, więc teraz też niespecjalnie chciał kontynuować temat. Przyjął do wiadomości, że Vincent nie lubi siedzieć i nic nie robić, nawet się lekko uśmiechnął przez te słowa. Chyba jednak będą mieli więcej wspólnego niż myślą, bo Kornijczyk również nie znosił siedzieć bezczynnie. Był z natury pracowity.
- Nie plączesz się. - Ze wzrostem Vincenta, to raczej Rosen się plątał jemu pod nogami. - I nie przeszkadzasz mi. Zwyczajnie przyzwyczaiłem się, że wiele robię sam, zwłaszcza w domu. - Przede wszystkim w domu, bo raczej właśnie pracował z innymi i potrafił doskonale dzielić obowiązkami. - Ale pomoc docenię. - Dodał jeszcze. Ech... Nie chciał specjalnie rozciągać tematu, bo zrobiło mu się na początku niezręcznie, a teraz i tak pociągnął. Aż westchnął w duchu i przyjrzał wrończykowi, który kompletnie ignorując wszystkich rozrywał ciasto i skubał, krusząc przy tym, ale za to jaki był szczęśliwy. Za to Rosen jadł powoli, tak jak zwykle. Jeśli Holender powiedziałby co lubi, to pewnie spróbowałby to zrobić lub znaleźć coś podobnego. Chociaż ryzyko robienia tego przez Kornwalię byłoby dość duże...  A w kwestii pokrewieństwa, to Vincent dostanie, czy chce czy nie chce, szybki wykład jeśli Rosen wyłapie słowo "brat" lub "rodzina" przy "Anglia".
- Jest dość wcześnie, ale niedługo dobrze będzie wyjechać. - Zaczął, na chwilę przerywając jedzenie . - Dobrze mieć zapas czasu, zwłaszcza, że to kawałek stąd, a w dodatku zwykle jest bardzo dużo ludzi. Fajnie by było wejść, jak jeszcze największych tłumów nie będzie.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Wto Sie 02, 2016 10:38 pm

Też nie miał zamiaru ciągnąc tego tematu, wszystko zostało powiedziane. Teraz tylko trzeba skończyć śniadanie i jeszcze Miffy nakarmić. Pewno i tak weźmie ją ze sobą, praktycznie sie z nią nie rozstawał. Co jakiś czas zerkał na wrończyka, który kruszył po całym świecie, właściwie trochę w tym prawdy było. Mała łajza, zresztą Miffy lepsza nie jest. Ciekawe jakby na niego zareagowała, bo jeszcze wrończyka nie widziała. Pewno przyjaźnie.
Dokończył śniadanie, dopił herbatę. Odsunąl od siebie naczynia, zaraz sie nimi zajmie, ale chciał jeszcze chwilę posiedzieć. Właściwie było bardzo wcześnie, az tak bardzo im się nie spieszy.
- Rozumiem. Ludzie mi nie przeszkadzają. - Przywykl do tego, w końcu do jego ogrodu też przychodzi wiele ludzi. Może trudniej sie zwiedza, ale wcale źle nie jest. - Pojedziemy moim autem? - Nie wyobrażał sobie teraz, by nie mieć przy sobie auta. Niby autobusy i pociągi tez moga być, ale jednak auto to auto, a jeszcze swoje to już w ogóle. Uwielbiał je, było wielkie, mogło wjechać praktycznie wszędzie i do tego wygodne. Do tego lubił prowadzić.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Sro Sie 03, 2016 9:32 am

Fakt, ciekawe może być spotkanie tych dwóch zwierzaków. Właściwie Arthvawr miał do czynienia już z zającem i to sporo większym od niego, więc może potraktować małego królika jako "dziwnego zająca", którego znał. A pro po ptaka, skończył kruszyć i jeść, zostawił trochę bajzlu, czyli jak zwykle. Teraz przeszedł bardziej na parapet, by poczyścić piórka i równocześnie ukradkiem przyglądać się Vincentowi. Niby tu zajęty, niby tu dziobem czochra po piórach, ale czarne oczko nieprzerwanie patrzyło na Holendra.
Rosen powoli kończył i kiwnął głową na jego słowa. Jemu też nie przeszkadzali inni zwiedzający, ale najlepiej będzie przecież wejść chwilę po otwarciu. I tak będzie dużo ludzi, ale nie aż tyle jak później.
- Twoim autem? No dobra, w sumie nawet lepiej. - Zawsze tak trochę szybciej i wygodniej, chociaż autobusem też jest fajnie i można całą drogę wyglądać przez okno. Właściwie w aucie też, ale kierowca nie może. Jadł, aż w końcu skończył. Napił się jeszcze herbaty, wstał i zabrał naczynia.
- Mam nadzieję, że się najadłeś. Jak nie, to mogę coś dorobić jeszcze. - Bo Holender wielki chłop, więc pewnie i więcej je. Dlatego też dopytał, bo słabo jakby był niewyspany i głodny...
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Pią Sie 05, 2016 10:26 am

Sam chciał się już zacząć naczyniami, ale jednak Kornwalia go uprzedził. Nie, nie będzie protestował, nawet sie  nie odezwał, po prostu siedział. Nie powinien też się tak panoszyć, w końcu  nie jest u siebie.
- Tak będzie wygodniej. - Skoro Rosen nie protestuje, to nie drąży tematu. Będą w ogrodzie na pewno wcześniej, a na tym im przecież zależy. - Tak, najadłem się. Dziękuję. - Zaraz pewno zapali i bedzie w porządku. Właściwie i tak się tym najadł, dostał dość sporą porcję. Wstał od stołu. - Pójdę po Miffy.
Wyszedł z kuchni i poszedł do pokoju, który obecnie zajmował. Zastanawiał się czy wziąć ją ze sobą. Jak na razie trzeba ją nakarmić. Leżała na łóżku, to ją zwinął. Pewno marchewki dostanie, właściwie taka łajza wiele nie je. Do tego Rosen będzie mógł ją zobaczyć. Trzymal ją na ręce, idealnie się na niej mieściła. Po miział ją, a ona z zaciekawieniem patrzyła na wszystko, w końcu jest w jakims obcym miejscu. Wrocił do kuchni.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Czw Sie 11, 2016 10:23 am

Gość niech siedzi. Pozwalałby mu myć naczynia i robić coś więcej gdyby się lepiej znali, a tak to kto to widział by gość miał myć naczynia? Poza tym pierwszy raz Holender go odwiedza i spędzają czas tak zwyczajnie. Do tej pory znał Vincenta z ich wojny - o której oboje zapomnieli; no i oczywiście były też ogrody, które założyła osoba będąca z pochodzenia Holendrem.
- To dobrze. - Zmył talerze i sztućce, po czym wziął się za patelnie inne naczynia, których używał do przygotowania śniadania. Kiwnął też mu głową, gdy oświadczył, że idzie po królika. - Wyjmę dla niej coś, tylko będziesz musiał powiedzieć czym zwykle ją karmisz. - Bo on zająca karmił zwyczajnie, a nie był pewien jak Holandia karmił swojego królika. Jak ten poszedł, to Rosen  zmył wszystko do końca, a wrończyk przerwał już udawane czyszczenie piórek i z okrzykiem przysiadł na ramieniu Kornijczyka.
- Hm? Co się stało? - Pomiział nastroszone piórka, na co ptak się bardziej oburzył i zaczął się "skarżyć", a przynajmniej dźwięki jakie wydawał na to wskazywały. - Nie przesadzaj, rozumiem byś marudził na Francję czy Anglię, ale na Holandię? Zajęty pokój to nie koniec świata, a nie każę mu spać na strychu lub kanapie. - Nie wiedział o co konkretnie może chodzić, ale mógł się domyślać. I chyba był na dobrym tropie, bo został po swoich słowach pociągnięty za włosy. Akurat Vincent wrócił i cóż, miał ciekawą scenę... Rosen ścierający stół i zgarniający okruchy, a wrończyk siedzący mu na ramieniu i ciągający za jeden kosmyk włosów.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Sro Sie 17, 2016 12:06 am

Tak, od razu rzucił mu się ten widok w oczy. Kornwalia i wrończyk który ciągnie go za włosy, to trochę zabawne. Jest niezadowolony, czy po prostu lubi to robić? Dokucza Kornwalii? A może głodny. Nie znał sie na ptakach, a szczegolnie wronczykach to nie potrafił jednoznacznie stwierdzić.
- Dostane marchewki? - Miffy jadła zwyczajnie, nie dawał jej nie wiadomo czego. A zresztą, za wiele też nie jadała. Położył ja na stole, chyba Kornwalii nie będzie to przeszkadzać. - Widzę, że wrończyk bardzo lubi twoje włosy. Jak on się nazywa? Nie mogę zapamiętać jego imienia- Była dość ciężka do wymówienia, ale to normalne, w końcu on jest holendrem.
A Miffy z zaciekawieniem patrzyła to na Kornwalię to na wrończyka. I ogólnie gdzie ona jest, co to za miejsce? Jak na razie spokojnie sobie siedzi i tylko patrzy na wszystko i wszystkich. Holandia oparł się o stół. W sumie sam by wziął sobie ta marchewkę, ale nie chciał być juz tak chamski i mu grzebać. Dlatego grzecznie czeka.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Czw Sie 25, 2016 10:35 am

Ptak nawet po wejściu Holendra nadal trzymał za włosy, a jak mu wypadały, to łapał kolejne. Mało to delikatne, ale czego się spodziewać po zirytowanym ptaku z ostrym dziobem? Dobrze, że Kornwalia już przyzwyczajony do takiego ciągania, to się nieco znieczulił. Za to w przeciwieństwie do wrończyka, Rosen bardziej zareagował na ponowne przyjście Vincenta.
- Marchew? Jasne.  - Jednak nim się ruszył, to musiał choć chwilę popatrzeć na lekko rozkraczonego, puchatego królika. Zdecydowanie ten zając od Szkota przerasta chyba czterokrotnie tego malucha.  Podszedł w końcu do jednej z szafek, otworzył i wyjął dwie średnie marchewki.
- Ayse, lubi. Zwłaszcza ciągnąć, gdy ma zły humor lub czochrać przy próbach chowania się  w nich.  - Myje warzywa i odkroił ciemniejsze końcówki po czym podał czyste, ogarnięte marchewki Holendrowi. - Ma na imię Arthvawr. - Imię powiedział wolniej, może to pomoże Vincentowi powtórzyć lub chociaż zapamiętać. I skoro byli tak blisko królika, to i ptak teraz bardziej się nim zainteresował. Zostawił włosy i przy lekko rozłożonych skrzydłach zeskoczył na stół. Chciał się bardziej przyjrzeć temu nowemu, małemu czemuś.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Pon Wrz 05, 2016 4:34 pm

Podziękował mu za marchewki. Dobrze, ze Kornwalia pomyślal i dal mu mniejsze, dzieki temu Miffy na pewno będzie sie łatwiej jadło. Tylko, jak na razie królik był bardziej zajęty wrończykiem niż jedzeniem, a to się bardzo rzadko zdarza. Nawet przysunał się blizej, patrzy na niego i niucha. Co z tego, ze ptaszysko większe, królik wcale się nie bał, do tego to towarzyskie stworzenie. Kto by pomyślał, a podobno zwierzaki sa podobne do swoich właścicieli...
W tym samym czasie, gdy królik interesował się ptakiem i na odwrót, Holandia próbował wymówić imię wrończyka.
- Artwawar... Arthwart... Um, ciężkie słowo. Dobrze, ze twoje imię łatwo się wymawia. - Tak to by musiał my wymyślić jakies inne imię. Ta, byłby do tego zdolny. - Miffy... - Podsunął jej jedną marchewkę i dopiero wtedy bardziej zainteresowała się jedzeniem. Zaczęła jeść.
Powrót do góry Go down
Kornwalia

avatar

Imię i nazwisko : Rosen Kirkland (Penkelt)
Liczba postów : 38
Join date : 16/01/2016

PisanieTemat: Re: Obrzeża Truro, dom Kornwalii   Pią Lis 11, 2016 2:24 pm

Cóż, ogólnie mniejsze kawałki łatwiej jest zjeść zwierzakom, a zwłaszcza gdy same są też takie małe. Z lekkim rozbawieniem przyglądał się lekko zdystansowanemu, ale zaciekawionemu wrończykowi i jeszcze bardziej ciekawskiemu królikowi. I fakt, Arthvawr był większy od Miffy, ale głównie wtedy gdy rozkładał skrzydła, bo tak to sam nie był jakiś wielki. I cóż, może i Holandia w głębi serca też był taki miły i towarzyski, a z zewnątrz był taki powściągliwy i poważny? A królik zwyczajnie pokazywał swoim zachowaniem też trochę Holendra? Tak, dorabianie teorii made on.
- Arth-vawr. Podziel sobie, powinno tak być łatwiej, ale momentami już prawie dobrze mówiłeś. - Może trochę naciągnął prawdę, ale... próbuje zachęcić Holendra do kolejnej próby powiedzenia, dlatego jeszcze raz powtórzył "Arth", a później "Vawr", może tak pomoże trochę? - Fakt, łatwiejsze dla innych... Choć niektórzy uważają, że jest damskie, a tak do końca nie jest. Właściwie to trochę zmieniona wersja poprzedniego. - "Trochę". Bardzo mocno trochę. Pogłaskał lekko nastroszone piórka, bo ptak się nieco oburzył gdy Miffy zajęła się jedzeniem, a już nie nim! Więc lekko chciał ją zaczepiać, ale Kornwalia zwinął go delikatnie na ręce. - Ty jadłeś, daj też i jej. - Mizia małe, pierzaste oburzenie, które otworzyło dziób myśląc, że kogoś tym przestraszy, a Rosen wcale nie miał zamiaru go jeszcze puścić! Tak, Holender ma kolejną scenę przekomarzanek i ogólnie życia codziennego Rosena i Arthvawra. Cóż, bardzo mądry i nieco rozpieszczony ptak, to i nie da się z nim 1nudzić.
Powrót do góry Go down
 
Obrzeża Truro, dom Kornwalii
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Obrzeża lasu
» Dom Yui Takumi i Agavaen Brockway - Obrzeże Tokio
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Zaułek na obrzeżach
» Ruda Annie [Turloughmore, obrzeża Galway, Irlandia]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Fabularnie :: Rozgrywki w postach :: Świat :: Europa :: Zjednoczone Królestwo :: Kornwalia-
Skocz do: