IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Y Ddraig Goch ddyry gychwyn.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Walia

avatar

Imię i nazwisko : Arwyn Kirkland (Gwynedd)
Liczba postów : 68
Join date : 14/01/2016

PisanieTemat: Y Ddraig Goch ddyry gychwyn.   Pią Sty 15, 2016 1:03 am

[You must be registered and logged in to see this image.]

Imię i nazwisko: Arwyn Kirkland (Gwynedd)

Dzień i miesiąc urodzenia:  1 marca - dzień św. Dawida, patrona jego kraju.

Wygląd : Młody mężczyzna o średnim wzroście i dość szczupłej budowie, co wcale nie oznacza, że jest słaby. Wręcz przeciwnie, bo posiada w ręku wystarczająco dużo siły, by poradzić sobie z niektórymi osobami. Myślicie, że porządne naciągnięcie strzały w łuku było lekką i bezproblemową czynnością, z którą każdy sobie poradzi? Ma krótkie, żyjące swoim własnym życiem włosy w kolorze brązu wpadającego już w odcienie rudego, tak charakterystycznego dla Celtów. Ma dość bladą cerę, a kolejną wręcz rodzinną cechą jest posiadanie zielonych oczu, uważnie obserwujących otoczenie albo wypatrujących owcę. Nie należy zapomnieć jednak o rzeczy, bez której Kirkland nie mógłby być Kirklandem - krzaczastych Brwiach, które całkowicie mu nie przeszkadzają. Doprawdy, ludzie nie mają już się o co czepiać?
Co do ubrania, to woli postawić na wygodę niż na modę, ignorując ją zupełnie. Byle wyglądać jak człowiek. Tak więc szybciej zobaczy się go zwykłych codziennych ubraniach niż w takim garniturze, który jest w końcu zarezerwowany na jakieś ważniejsze okazje, gdzie mają takie zabawne wymagania.

Charakter: Najprawdopodobniej najspokojniejszy i najbardziej opanowany z Kirklandów. Osoba, która od siłowych rozwiązań woli te ugodowe, co nie zmienia faktu, że jeżeli przeszkadzający delikwent zaczyna przesadzać i to wyjątkowo, nie zawaha się go walnąć w łeb. Tak dla przypomnienia, że inni też tu żyją i nie życzą sobie takiego zachowania. Rzadko się to jednak zdarza, bo wyprowadzić go z równowagi mało kto i co potraf, a fakt, że tyle w życiu przeżył, dodatkowo to utrudnia. Nie należy również do wylewnych osób, a wszelkie uczucia woli w sobie tłumić niż je otwarcie komuś pokazać, szczególnie jeżeli jest mu całkowicie obcą osobą. Nie mówiąc, że na nowych znajomościach niezbyt mu zależy, lata izolacji i bycia pod czyimś butem robią swoje. Tak samo można mieć mylne wrażenie, że nic go nie obchodzi i niczym się nie martwi. No dobra, faktycznie na większość ma olewczy stosunek i zgodnie z zasadą "miej wylane, a będzie ci dane" nie bierze sobie niczego do serca, co w jego opinii nie zasługuje na tak długie rozpamiętywanie. Z drugiej strony, gdy naprawdę na czymś mu zależy, będzie do tego tak długo dążył, aż to osiągnie z jak najlepszym rezultatem. Jest to widok jednak na tyle rzadki, że pewnie i by samego Anglika zadziwił, bo cóż, Walijczyka można zaliczyć do wyjątkowo leniwych osób. Z drugiej strony jest bardzo tolerancyjny (bądź odporny na wszelkie dziwactwa) i nawet najdziwniejsze zachowanie zaakceptuje po prostu skinieniem głowy. Wychodzi z założenia, że nie jego sprawą jest to, jak ktoś się ubiera czy zachowuje, więc czemu miałby robić o to jakiekolwiek problemy? Bezsensowne. Na pierwszy rzut oka może się wydawać poważny, ale dajcie mu trochę alkoholu a poznacie jego całkiem inne oblicze. Pytanie tylko, czy lepsze. Mimo słabej głowy, oczywiście nie stroni od tego rodzaju trunków, bo przecież alkohol jest taki przyjemny w obyciu. I świat wtedy od razu się robi kolorowy i nie ma czym się przejmować. No po prostu wypisz, wymaluj jak w bajce! A potem przychodzi szara rzeczywistość i urocza randka z pochylaniem się nad ubikacją. Kocha wszelkie legendy i baśnie, nie mówiąc, że zna ich naprawdę dużo i z prawdziwą przyjemnością może je poopowiadać. Na pewno w miłym odbiorze ich przez innych pomaga mu melodyjny głos, dzięki czemu bardzo dobrze wychodzi mu również śpiewanie. Ogólnie jest muzykalną osobą, lubującą się w graniu na instrumentach. Niektórzy woleli przez te wszystkie wieki walczyć, zdobywać i podporządkowywać sobie innych, a niektórzy skupić na kulturze. Po co w ogóle komu do szczęścia niepodległość? Tu właśnie rodzi się pewien temat, którego nie powinno się pomijać. Ta, niepodległość. Nigdy za bardzo o nią nie krzyczał, a nawet dopiero niedawno wśród jego ludu zaczęło się odradzać poczucie jakiejkolwiek odrębności i chęć ratowania języka walijskiego oraz kultury (i pomińmy, że przez to, że Anglicy na nich naciskali, by coś z tym zrobili. Poziom chęci niepodległości: Walijczycy). Nie spieszy mu się jednak do jakiejkolwiek większej samodzielności, bo zwyczajnie jest mu dobrze, tak jak jest. Nie widzi w takim myśleniu żadnego problemu.
Z niewiadomych przyczyn ma słabość do białych i puszystych owieczek, ale prosimy sobie odpuścić wszelkie angielskie dowcipy o Walijczykach pieprzących owce. Bo to było dawno i nieprawda! Tak.
Jeszcze jedno słowo, które potrafi wzbudzić w Arwynie całą gamę uczuć - rugby i pomimo tego, co może się wydawać, nie jest to w jego opinii zwykła gra. To gra o coś więcej, dlatego nie ma co się dziwić, że naprawdę podchodzi do tego dość emocjonalnie. Oczywiście zważając na jego skalę okazywania uczuć.

Relacje:
Jeżeli chodzi o rodzinę, to niestety nie da jej się wybrać i należy pogodzić się z faktem, że jest taka a nie inna, ale tak po cichu może dodać, że jednak mu na niej zależy. W jakimś stopniu. I chyba jest tą osobą, która ma z całością dobre kontakty.

Anglia - To się nazywa złośliwość losu, sam nauczył dzieciaka strzelać z łuku, by ten później z tej samej broni go podbił, dzięki czemu zdobył jakże zaszczytny tytuł "pierwszej kolonii Anglii". Zważając na ich wspólną historię, powinien czuć do niego niechęć i to tak wielką jak z Londynu do takiego Sydney. Tak jednak nie jest, bo nie ma aż tak wielkich żali do swojego młodszego braciszka o to wszystko. Było, minęło, a Anglik zapunktował sobie u niego tym, że daje pieniądze na odnowę jego kultury. Ba, nawet ją zainicjował! Przemilczymy już przez kogo została ona zniszczona, kto zabił jego króla, kto zakazał używania walijskiego, zatopił jedną z walijskich wiosek i wiele innych niemiłych spraw. Mógłby nawet powiedzieć, że go lubi i w razie potrzeby naprawdę by mu pomógł. No cóż, siedzą już razem w jednej unii od... XIII w.? Najwyraźniej się przyzwyczaił, a i nie ma co tak narzekać, bo naprawdę dobrze mu się na dzień dzisiejszy żyje i chyba jako jedyny nie krzyczy na całe gardło o jakiejkolwiek niepodległości.

Szkocja - FREEDOM, kilty, jednorożce, Nessie. Brat, z którym za dawnych czasów wyganiało się ze swoich ziem Rzymian. Nie mają może najbliższej relacji z całego rodzeństwa, ale z miłą chęcią wypije z nim coś mocniejszego i powspomina stare dzieje. Jako, że Arwyn nie jest kłótliwą osobą, chyba nigdy się tak poważnie nie posprzeczali, jednak również bardzo prawdopodobne, że mógł już o tym zapomnieć.

Irlandia - Kolejny starszy brat, ten który uwolnił się z tej całej Unii i gdzie zielony kolor wręcz cię terroryzuje występowaniem prawie na każdym kroku. Tak jak w przypadku Szkota, czasami męczy go swoim zachowaniem i tym swoim podejściem do świata, ale jest nastawiony do niego jak najbardziej pozytywnie. Ba, zwyczajnie w świecie go lubi, również za stare czasy i wspomnienia.

Irlandia Północna - Niewiele ma do powiedzenia, bo tak nagle im się pod nogi przypałętał, że nawet nie zauważył dokładnie kiedy. Nic do niego nie ma, kolejny brat, o którego na swój sposób dba i w razie potrzeby starałaby się mu pomóc.

Kornwalia - Prawdę mówiąc, to chyba najbliższa (i pod względem pokrewieństwa) mu osoba z całego rodzeństwa, która jest nawet dłużej pod butem Anglika niż on! Nic więc dziwnego, że potrafią się w tej dziedzinie idealnie  zrozumieć, a to jedynie czubek góry lodowej. I nie chodzi wcale o podobieństwa w ich językach, dzięki którym Walijczyk mógłby spokojnie się po walijsku z Kornwalią dogadać, a ten z nim po kornijsku. Po prostu lubi spędzać z nim czas i dla niego ciekawe nawet będzie siedzenie razem w ciszy, obserwując jak gdyby nigdy nic otoczenie.

Wyspa Man - Na pewno są w pewnym stopniu spokrewnieni, ale prawdę mówiąc, nigdy nie mieli ze sobą większej styczności. Każdy posiadał swoje zmartwienia i jakoś nie było zbytnio po drodze, więc wyszło jak wyszło, czyli w skrócie neutralnie. To jednak już coś, prawda? Poza tym, skoro nic takiego do Robarta nie ma, to nic też nie stoi na przeszkodzie, by z nim porozmawiać i spędzić trochę czasu. O ile jakoś na siebie wpadną.

Celt - Ojciec, tak. Można przejść dalej? Nie? Cóż, prawdę mówiąc, nie miałby tutaj zbyt wiele odkrywczego do powiedzenia. Owszem, ten go wychował i nauczył przydatnych umiejętności, nigdy by temu nie zaprzeczył. Tak samo, że Walijczyk zawsze go szanował i nawet jak był najspokojniejszym z całej gromadki, to zapewne potrafił czasami podwyższyć Celtowi ciśnienie. No bo kto by się powstrzymał przed złapaniem smoka za ogon albo ogólną próbą zaprzyjaźnienia się z nimi? Niewykonalne. W każdym razie, potem się sporo pokomplikowało, jak to w życiu bywa, ale nie żywi do niego żadnych negatywnych uczuć. Raz na ileś wieków nawet przez myśl mu przechodziło pytanie, czy staruszek jeszcze żyje.

Bratankowie, bratanice i wszelkie byłe, bądź i nie, kolonie, którzy chodzą po tym świecie, bo Anglik sobie nie żałował – Neutralnie, pewnie nawet nie wszystkich zna i nie miał za dużo okazji, by się z nimi zobaczyć, ale jak ich widzi, to czuje na sercu takie ciepełko i coś mu mówi, że to w sumie jego rodzina. Nie widzi przeciwwskazań, żeby zamienić z nimi parę słów.
A w tym można dokładniej wymienić:

Nowa Zelandia - Trzeba przyznać, że z nim również potrafi się dogadać i patrząc na tę rodzinę, którą zawdzięczają Anglii, Zelka chyba lubi najbardziej. Mają naprawdę ze sobą wiele wspólnego, od miłości do rugby, dziwne i długie nazwy, po te owce a i do spraw tolkienowskich. Walia jak na fana Śródziemia przystało, z miłą chęcią poleciałby zobaczyć, gdzie były kręcone te filmy, a gdzie również można znaleźć zbudowaną Wioskę Hobbitów.

Argentyna - Zapewne od razu nasuwa się pytanie, co niby taki Walia może mieć wspólnego z tak daleko leżącym krajem w Ameryce Południowej. Jak się jednak okazuje, sporo i powinno paść tu jedno słowo: Y Wladfa (co po walijsku oznacza "kolonia", zaś żeby było jeszcze zabawniej, pełna nazwa pochodzi od Y Wladfa Gymreig, czyli "Walijska Kolonia"). Tak, swego czasu sporo jego ludzi popłynęło do Argentyny w poszukiwaniu lepszego życia, ale również dlatego, że nie podobało im się, jak ich walijskość była tratowana przez Anglików na ich rodzimych ziemiach. Zakładali tam miasta, budowali i ostatecznie można to nazwać pewną "kolonizacją", bo nawet przez to wszystko powstał dialekt języka walijskiego - Patagonian Welsh. Przy czym bez podbojów czy mordów, ot po prostu tam zamieszkali, tworząc mniejszość na tych ziemiach. Nic więc dziwnego, że sam Arwyn żywi do tego kraju dość pozytywne uczucia, pomimo całego tego zamieszania wokół Falkland i jak tylko ma okazję Argentynę spotkać, to i czasami zamienią ze sobą słowo. A w jego przypadku to naprawdę już coś!

Francja - Z jego osobą wiąże się dość zabawna, patrząc z perspektywy lat, historia, jak to dawno temu, podczas nieudanego ataku na Anglię, wojska francuskie skończyły w Walii. Tam, żołnierze po wypiciu sporej ilości alkoholu, widząc grupę Walijek ubranych w swoje narodowe stroje i mające widły, pomylili je z wojskiem angielskim (wszystko przez ten czerwony kolor ubrań!) i od razu się poddali. Arwyn osobiście na dzień dzisiejszy nic takiego do Francisa nie ma, ten może nawet nie kojarzy, że i on brał udział w wojnie stuletniej. Tak, to od niego była większość łuczników, no ale każdy próbował jakoś zarobić na życie, prawda?

Ciekawostki:
-Praktycznie zawsze był nękany przez inne ludy. Na początku przez Rzymian, później przez najazdy Jutów, Anglów i Sasów. Nawet i przez Anglosasów i proszę bardzo, skończył pod butem Anglii.
-Tak jak Arthur, również widzi wszelkie magiczne stworzenia i sam posiada magicznego pupila, którym jest Czerwony Smok.
-Zwierzęciem narodowym Walii jest oczywiście wyżej wspomniany czerwony smok, zaś kwiatem por i okazjonalnie żonkil. Przebije ktoś oryginalnością?
-Zaś co jeszcze do magii, nie stanowi ona dla niego większego problemu. Owszem, może nie jest w niej już tak biegły jak za starych, druidzkich czasów, ale naprawdę wiele pamięta i niejedną potrafiłby stworzyć magiczną miksturę. W piwnicy nadal trzyma sporo przydatnych ziół, w końcu nigdy nie wiadomo do czego mogą się przydać.
-Należy wspomnieć, że flaga UK, czyli Union Jack, została stworzona z flag wchodzących w nich państw - Anglii, Szkocji i kiedyś Irlandii. Czujecie, że coś nie pasuje? Owszem, flaga walijska została pominięta, tak samo jak jego wszelkie symbole w godle, o co do dziś ma żal do braci. A wszystko przez to, że przez pewien moment jego państwo przestało istnieć, całkowicie wchłonięte przez Anglię. [You must be registered and logged in to see this link.]
-A jeżeli chodzi o autonomię, to cóż, przez wiele lat Walijczykom naprawdę na niej nie zależało. W referendum dotyczącym jego uzyskania, które zorganizowano w 1979 roku, idea zyskała jedynie 12% poparcia mieszkańców. A sam Walia doczekał się jej, jak i prawa do własnego parlamentu dopiero w 1999 roku.
-Ba, nawet nigdy nie walczyli za bardzo, by uzyskać utraconą niepodległość. Jedynym z bardziej znanych powstań było te z 1440 r. pod wodzą Owaina IV Glyndŵra, ale i ono ostatecznie po kilkunastu latach upadło. A i jeszcze "Rebecca Riots" w XIX w., czyli bunt walijskich rolników i robotników przeciwko oszukiwaniu przez Anglików i nieprzestrzegania praw. Na pewno zwrócili na siebie uwagę, szczególnie, że mężczyźni protestowali przebrani w damskie suknie i nawet odnieśli sukces! Jak być oryginalnym, to na całego, prawda?
-Język walijski, nie dość, że wygląda jakby ktoś zamknął oczy i walnął głową o klawiaturę, to jest również jednym z najstarszych języków Europy. Co ciekawsze, jeszcze pod koniec XX wieku obawiano się, że stanie się językiem martwym, dopiero ostatnio zaczął się odradzać. Aby zaprezentować jego piękno, proszę przykład:
Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch to nazwa miasta w Północnej Walii, które tłumaczy się jako "Kościół Świętej Marii w dziupli białej leszczyny przy wartkim wirze wodnym Świętego Tysilio z Czerwonej Jaskini". Jest to najdłuższa nazwa w Europie i jedna z najdłuższych na świecie.
-Kiedyś jego kraj znany był również z eksploatacji węgla i wydobywania łupku, ale po II wojnie światowej większość kamieniołomów została zamknięta.
-Łuki angielskie, to tak naprawdę łuki walijskie, które Anglicy podpatrzyli od Walijczyków i sobie je przywłaszczyli (jednocześnie ulepszając, ale nieważne), bo czemu by nie. To w końcu wcale nie było chamskie. Ani to, że dzięki nim udało się Walię podbić. SKĄDŻE.
-Walijska drużyna rugby jest wyjątkowo dobra, m.in w 2013 roku ponownie zdobyli tytuł mistrza Pucharu Sześciu Narodów, pokonując w meczu finałowym Anglię, 30:3. Należy tu wspomnieć, że Walijczycy traktują mecze, szczególnie z Anglikami, jako coś poważnego, wręcz jakby bitwę, będącą okazją do zademonstrowania swojego patriotyzmu. Wyobraźcie sobie teraz ich radość. I kolejną radość na pokonanie ich w meczu podczas Pucharu Świata w Rugby 2015.
-Jest tu więcej owiec niż ludzi, ale to nie ten poziom, co w takiej Nowej Zelandii!

I wiele innych ciekawych rzeczy można o tym kraju wyczytać, ale na koniec mogę zarzucić angielskim sucharem:
A Welshman was counting his sheep.
"205, 206, 207, Hello darling, 209, 210..."
Ha. Ha. Ha.

Karta jest w całości moja, itd. c:


Ostatnio zmieniony przez Walia dnia Pią Sty 15, 2016 1:10 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Y Ddraig Goch ddyry gychwyn.   Pią Sty 15, 2016 1:08 am

Ja muszę i nikt mnie nie powstrzyma! Akcept
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Y Ddraig Goch ddyry gychwyn.   Pią Sty 15, 2016 3:08 pm

Skoro Irek stwierdził, że jest dobre...

Akcept:3
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Y Ddraig Goch ddyry gychwyn.   Pią Sty 15, 2016 3:22 pm

Akceptuję, jasne.
Choć zastanowiła mnie relacja z Anglią, bowiem nasz Anglik uznał Arthura jako syna Germanii, więc nie do końca brata. A z drugiej strony nie wiem, jak to zneutralizować. Uch, to tylko wolna myśl, którą się chciałam podzielić. :')
Powrót do góry Go down
Walia

avatar

Imię i nazwisko : Arwyn Kirkland (Gwynedd)
Liczba postów : 68
Join date : 14/01/2016

PisanieTemat: Re: Y Ddraig Goch ddyry gychwyn.   Pią Sty 15, 2016 9:16 pm

Austria napisał:

Choć zastanowiła mnie relacja z Anglią, bowiem nasz Anglik uznał Arthura jako syna Germanii, więc nie do końca brata. A z drugiej strony nie wiem, jak to zneutralizować. Uch, to tylko wolna myśl, którą się chciałam podzielić. :')

Wolna myśl, która na pewno jest bardzo ciekawa i można by wiele o tym prawić, więc sama coś od siebie podrzucę~ Osobiście uważam, że nie należy tego w ogóle zneutralizować, bo nawet jeżeli oni nie są w 100% prawdziwymi braćmi przez pochodzenie, to Arthur wychowywał się z nimi od małego i się za rodzeństwo uznali. Jakby się zastanowić, ten ma z Wyspiarzami na pewno o wiele to więcej wspólnego (na których swoją drogą mówi "bracia") niż z Germanami, gdzie jedynie co ich łączy w tym sensie to fakt, że miał za ojca Germanię, którego nawet za czasów małej kluski niezbyt dobrze pamięta. No, ale w Hetalii zawsze ciężko konkretnie ustalić te fakty pochodzenia, bo u nich też trzeba by rozwiązać sprawę tej mutacji gene... znaczy, wspólnych brwi i postać takiej Brytanii, która byłaby jakby matką Wyspiarzy? Wtedy wychodzi, że w połowie i tak byliby prawdziwym rodzeństwem, no ale tak naprawdę wszystko zależy od założeń i można by pisać eseje o tym, jak się to spostrzega xD

Taka ciekawostka, jakby trzymać się konkretnie całego pokrewieństwa, to np. taki Walia z Kornwalią są bardziej kuzynami Irlandii i Szkocji, bo to całkiem inna grupa Celtów :'D
Powrót do góry Go down
 
Y Ddraig Goch ddyry gychwyn.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Przewodnik :: Karty Postaci-
Skocz do: