IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 "Przedmiot współczucia, nienawiści, uwielbienia, lęku..."

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Francja

avatar

Imię i nazwisko : Francis Bonnefoy
Liczba postów : 39
Join date : 14/01/2016

PisanieTemat: "Przedmiot współczucia, nienawiści, uwielbienia, lęku..."   Wto Sty 26, 2016 9:36 pm

[You must be registered and logged in to see this image.]
Imię i Nazwisko:
Francis Bonnefoy

Dzień i miesiąc urodzenia (wydarzenie wyjaśniające):
14 lipca
(Upamiętnienie zdobycia Bastylii. Przewidywane sztuczne ognie i huczne parady wojskowe z udziałem zagranicznych gości. Liberté-Égalité-Fraternité pełną parą.)

Wygląd:
Sama Francja jest aż zbyt piękna, uwodzi każdego swoim nieuporządkowanym urokiem. To już wiele nakreśla. A ty jak sobie wyobrażasz typowego Francuza? Bo ten egzemplarz jest na tyle wyjątkowy, że nie spełnia wielu stereotypowych oczekiwań.
Sto siedemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Perfekcyjne metr siedemdziesiąt pięć, wzrost wręcz stworzony dla ideału. Dla ścisłości, sto siedemdziesiąt pięć centymetrów, które przechadza się po drugiej stronie La Manche to przeciwność maestrii. Francis nie ma też jakiejś wybitnie dobrze zbudowanej sylwetki, ale do drobnych chucher też nie można go zakwalifikować. Jego karnacja jest dość jasna, ale i tu bez przesady, mleczna nie jest, a policzki posiadają urokliwy rumieniec. Rysy francuskiej twarzy dość ciężko określić. Miłe dla oka, to na sto procent, ale gdyby nie kilkudniowy – sumiennie przycinany, by się nie wymknął spod kontroli i nie szpecił – zarost… Cóż, jestestwo Francisa można by było pomylić z kobiecym bytem. Lekko falowane pasma w kolorze jasny blond sięgają mu do szyi. Często związuje je pasującymi do reszty ubioru wstążkami, jednak mimo tego i tak po bokach twarzy zostają niesforne, urokliwe kosmyki. Jego oczy są niebieskie, chociaż zdecydowanie lepiej zabrzmi określenie lazurowe, parafrazując słynne wybrzeże. Subtelnie zadarty nos i wręcz stworzone do całowania usta dopełniają całości. Jest na co popatrzeć, prawda? Żeby nie było tak idealnie – na jego twarzy możesz doszukać się kilku zmarszczek mimicznych. Ale kto by się tym zbytnio przejmował, przecież wszystko dodaje uroku!
Przechodząc do ubioru – na samym początku musisz wiedzieć, że każdy Francuz lubi dobrze wyglądać, a Francis nie stanowi żadnego wyjątku. Z byle powodu potrafi ubierać się wyjściowo. Właściwie w jego przypadku elegancja jest podstawą dobierania strojów. Ma sporą kolekcję przesadnie drogich ubrań, doskonale wie co z czym łączyć. Jedyne, co można mu zarzucić to upodobanie do krzykliwych kolorów – lubi się wyróżniać. Co nie zmienia faktu, że wie, kiedy z tym przystopować. Ważne, żeby było modnie, idzie równo z trendami, nie zwracając uwagi na opinię innych.

Charakter:
Bycie Francuzem to Sztuka, która bezkompromisowo zasługuje na wielką literę, więc co dopiero mówić o personifikacji tego specyficznego kraju. Mijające stulecia, rodzące się coraz to nowe stereotypy stworzyły kolektywny zlepek, który możesz określać jak chcesz. W grę nie wchodzi tylko termin „nijaki”. Przedmiot współczucia, nienawiści, uwielbienia, lęku… Do Francisa nawet na siłę nie można przypisać bezbarwności. Jest praktycznie nieprzetłumaczalny. Jak niczym nieskażone chanson.
Postać, dla której jest każdy, ale ona już nie jest dla każdego. Mimo to nie da się zaprzeczyć, że pierwsze wrażenie robi bardzo pozytywne. Jego otwartość, rozluźnienie, empatyczność, okazywane rozmówcy zainteresowanie to coś, co zachęca do dalszej znajomości. Trzeba przyznać, jest bardzo pewny siebie oraz doskonale zna własną wartość. No i uwielbia mówić. Wypada tutaj zahaczyć o atakujące zewsząd gardłowe „r” oraz przyduszone samogłoski, składające się na jedyny słuszny język tego świata – francuski. Sztukę konwersacji doskonalił od dawna – salony Ludwika XIV, kafejki literackie, przypadkowe rozmowy z nowo poznanymi na ulicach. Aż chce się z nim rozmawiać, jego głos ma niezwykle przyjemną barwę, która składa się na jeden z unikalnych czynników wręcz hipnotyzujących rozmówcę. A na dodatek dobór tematyki masz całkiem spory, od polityki i filozofii na klasycznych plotkach kończąc. Tych ostatnich ma akurat w nadmiarze. Lubi wiedzieć, a często dla tej wiedzy pcha się tam, gdzie nie powinien. Warto zaznaczyć, że Francis uwielbia mówić. Mało pewnym siebie będzie ciężko dojść przy nim do głosu, spokojnie może konkurować z targowymi przekupkami. Przegadałby zapewne każdą.
Bardzo towarzyski typ, który zwyczajnie nie pasuje do sztywnej atmosfery. Owszem, początkowo się dostosuje, ale prędzej czy później zrobi coś, by ją rozluźnić.
Na ogół realista, obdarzony zdolnością trzeźwego myślenia, chociaż nie można całkowicie zapominać o jego artystycznej, w dużej mierze melancholicznej, naturze. Zwykle nastawiony jest pokojowo, zapewne po części dlatego, że jest zwykłym tchórzem, jeśli o walkę chodzi. Oczywiście nie licząc momentów, gdy wybitnie coś mu nie pasuje, to ten typ, który zrobi wszystko po swojemu, jeśli tylko będzie taka możliwość. Gdy tylko znajdzie jakieś niedociągnięcie, będzie je naginał na swoją korzyść, pozostając tym samym bezkarnym. Ciekawszy i bardziej dyplomatyczny sposób niż rzucanie w siebie mięsem, prawda? Jeśli mimo wszystko nie może postawić na swoim, jest niezwykle kapryśny. Na nieszczęście, posiada zdolność wyolbrzymiania dosłownie wszystkiego, nawet nic nieznaczącą drobnostkę potrafi podnieść do rangi zbrodni przeciwko ludzkości. W takich momentach robi się naprawdę uciążliwy. Potrafi odsłonić każdą ranę i rozdrapać ją znowu do krwi, nawet jeśli nic tym nie wskóra. Oczywiście, że stara się hamować, ale to nie zawsze wychodzi.
Niestety czasami traci zdolność trzeźwego myślenia i zbyt idealistycznie podchodzi do rzeczywistości, zapominając o realiach. To często przysparza kłopotów. Gdy melancholijne cząstki jego osobowości dają o sobie znać, chodzi z głową w chmurach i ma tendencję do rozprawiania nad czynami dokonanymi lub takimi, na które się jednak nie zdobył. Takie potoczne gdybanie, oczywiście z francuską klasą. Jak stereotypowy Francuz bierze czopek lub dwa tygodnie urlopu, gdy stanie w przeciągu, tak Francis w takich momentach często rzuca wszystko, zostawia głośną stolicę – to akurat zasługuje na miano jednej z jego zdolności – i na pewien okres przenosi się w bardziej „dziewicze” tereny kraju. Podejście, dosłownie, olewające. Swoją drogą, dziwne, że kwestia „moi zawsze na pierwszym miejscu” pojawiła się dopiero teraz. Spokojnie, przewinie się jeszcze zapewne parokrotnie.
Mało kto wie, że klasycznemu Francuzowi na sercu leżą kolejno: rodzina, ziemia i tożsamość narodowa. Schemat w tym przypadku jest nieco zmieniony, rodzina to zupełnie odrębna kategoria. Pozostają więc dwie pozostałe pozycje. Co wyjdzie po dodaniu? Zapatrzony w siebie egoista. Czasami do takiego stopnia, że nie widzi reszty świata, tylko czubek swojego idealnego nosa. Taka duma po prostu nie mieści się w dopuszczalnej skali. Lepiej przytaknij, że jest najlepszy i nikt nie może się z nim równać. Bo bardzo ważnym faktem do zapamiętania jest to, iż Francis ma zawsze rację. Cokolwiek by się nie działo. Może i wie, jak jest naprawdę, ale jakaś jego część – zapewne większa – nie dopuszcza tego do siebie i uparcie przeinacza na korzyść Jego Wspaniałości. Francuskie ego zdecydowanie jest kilkukrotnie razy większe, niż powinno być. Kręci nosem na wiele rzeczy. Głównie na takie, z których nie będzie czerpał żadnych korzyści, jest bardzo interesowny. Oczywiście nie zawsze, istnieją wyjątki od reguły.
A wracając na chwilę do wielbienia własnego jestestwa – wypada wspomnieć o tym, że jego stosunek względem własnej świątyni ducha jest dość… specyficzny, jak większość czysto francuskich zagadnień. Zapewne nie widziałby przeszkody, żeby przeparadować całkowicie nago przez ulice. Jednak skłonności do ekshibicjonizmu jeszcze u niego nie stwierdzono, więc spokojnie. To tylko jedna ze skrajności samouwielbienia. Będąc przy tematach, które spokojnie można nazwać kontrowersyjnymi, Francis słynie ze swoich aluzji, które często mają kilka ukrytych znaczeń. Albo jedno, najczęściej o podłożu seksualnym. Mimo tego nie można mu zarzucić braku dobrego smaku w tej kwestii. Francis nie jest wulgarny, choć niektórzy tak to odczytują. Poza tym jego komentarze w większości przypadków naprawdę trafnie opisują rzeczywistość.
Jego podejście do terminu miłość również jest ważne. W końcu opinia o tym, że francuscy kochankowie są najlepsi, a Francja to kraj miłości do czegoś zobowiązuje. Francis doskonale wie, jak swoją tymczasową drugą połówkę rozpieścić. Jako romantyk wagę przykłada do wszystkich gestów i detali. Odpowiednio ułożony bukiet kwiatów, ujęcie za rękę we właściwym momencie, wyrafinowane obejmowanie w pasującej sytuacji, czuły pocałunek na rozpoczęcie i zakończenie dnia, restauracja z najlepszym możliwym widokiem. Nie da się narzekać. Prostota, kurtuazja i elegancja – gwarantowany przepis na sukces. Dobiera partnerki i partnerów wedle ustalonego przez siebie kanonu piękna, które od zawsze było dla niego pojęciem indywidualnym. Nikt jeszcze nie odkrył, jak brzmi definicja piękna według tego pana. Żeby zepsuć ci ten idylliczny obrazek – wiedz, że zdradza bardzo szybko. Tak, jest momentami dwulicowy, potrafi łgać po mistrzowsku. Francuski fakt i francuska fikcja to coś, czego zwyczajnie nie odróżnisz, nigdy nie nabierzesz w tym praktyki, nie nauczy Cię tego nawet żaden Francuz. Mówi po prostu z takim przekonaniem i wiarygodnością, że automatycznie nie doszukujesz się kłamstwa. Nie jest jednak aż tak wielkim manipulantem, jak można by pomyśleć. Po prostu jest sobą, najprościej mówiąc.
Po tym wszystkim pewnie uważasz, że marny z niego kompan? Nie mylisz się. Niezmiernie kocha przebywanie z samym sobą, ale jednak odczuwa samotność, gdy przez dłuższy czas nie ma drugiej osoby, do której mógłby otworzyć usta, czy chociażby się przytulić. Jest bardzo emocjonalny i zwyczajnie potrzebuje kontaktów z innymi, nie jest mu również obce przywiązywanie się. Często zachowuje się wobec innych nie w porządku i zwyczajnie nie potrafi potem szczerze przeprosić – jego duma jest zbyt wielka. Mimo to istnieje wąskie grono, które lubi, albo tylko znosi jego towarzystwo i nie narzeka. Owo grono znaczy dla niego naprawdę wiele.
Jedzenie. Tak, z pewnością zasługuje na wymienienie i zalicza się do czysto francuskiego całokształtu. To kwestia, której wszyscy tutaj wręcz hołdują. Nawet nie śmiej się kłócić, że gdzieś zjesz lepiej niż we Francji, bo to zwyczajne bzdury. Ponad tysiąc gatunków serów – przynajmniej tak się szacuje – i dziesięciokrotnie większe spożycie wina od przeciętnego Amerykanina na osobę do czegoś zobowiązuje. Tutaj konsumpcja nie jest zwykłą potrzebą, tylko zabawą. A może i nawet sakramentem. Nie ulega wątpliwości, że kuchnia francuska to idealny dowód narodowej tożsamości. Francuzi odprawiali przy niej istne misteria od tysiącleci, a Francis z uwagą się temu przyglądał, sam też brał czynny udział. Co to dało, pytasz? Znakomitego kucharza! I to już nie są przechwałki, tylko czysta, w ogóle nieprzekoloryzowana prawda. Zapewne potrafiłby przyrządzić pożywny, znakomity substytut z niedopałków cygar i pustych pudełek po zapałkach. Z takimi umiejętnościami się nie kłóci. Lubi gotować, potrafi robić to dobrze, daje mu to sporo radości. Pewnie znajdą się tacy, którzy kręcą się przy nim tylko ze względu na ten fakt.
Masz go za zlep absurdów i hipokryzji? Słusznie, bo to nie mija się z prawdą. Jest skazany na abstrakcyjność, życie we własnym świecie, postrzeganie świata po swojemu. Vive la France! I tego się trzymaj.

Relacje z innymi:
Anglia: Od Wojny Stuletniej po Waterloo, od Unii Europejskiej po Konkurs Piosenki Eurowizji wciąż jesteśmy najlepszymi nieprzyjaciółmi.To zdanie tak naprawdę oddaje ich relację lepiej niż twarzoksiążkowy status „to skomplikowane”. Ale zgaduję, że potrzeba tu czegoś więcej. Nie znoszą się, a przynajmniej oboje tak twierdzą i podkreślają to w każdy możliwy sposób. Rywalizację na wszystkich płaszczyznach mają głęboko zakorzenioną, a ewoluuje ona wraz z mijającymi wiekami. Obecnie zatem królują docinki i sporadyczne grubsze kłótnie, co ponoć upodabnia ich do małżeństwa z wieloletnim stażem. Nie zmienia to faktu, że potrafią znaleźć wspólny język, co można zaobserwować. Ale trzeba być szczerym, kwestia „jestem lepszy” tutaj przoduje. Mimo to, jeden bez drugiego to całkiem nie to samo.
Austria: W przeszłości zmieniało im się jak w kalejdoskopie – raz się zgadzali, innym razem boje toczyli po przeciwnych stronach. Relację określić można mianem neutralnej, nie mają jakichś specjalnych więzi. Mimo to istnieje między personifikacjami niewielka nić sympatii. Najprawdopodobniej tylko dlatego, że dzielą ze sobą kilka upodobań – chociażby sztukę wszelaką i degustację win. Nic poza tym.
Belgia: Tutaj akurat bardzo pozytywnie. Zaraz po uzyskaniu przez Belgię niepodległości rozwinęły się przyjacielskie relacje. Oba kraje są sprzymierzeńcami, rządy współpracują, a w kulturach można zauważyć wiele podobieństw. Zważywszy na fakt, że w Brukseli znajduje się Parlament Europejski, okazji do spotkań nie brakuje. Można śmiało powiedzieć, że Francis lubi Belgijkę i chyba działa to też w drugą stronę. Naprawdę miłe sąsiedztwo.
Chiny: Można to naciągnąć do relacji neutralnej. Były zgrzyty – chociażby w postaci francuskiego protektoratu nad Wietnamem czy sprzedaży broni Tajwanowi – ale zdarzały się też momenty współpracy. Obecnie relacje są w głównej mierze ekonomiczne, więc można określić je mianem neutralnych. Francja próbuje jakoś zacieśnić więzy kulturowe, ale co chwila pojawiają się nowe przeszkody. Z milszych akcentów, Francisowi naprawdę imponuje chińska kuchnia. Nie zapominając oczywiście, że to francuska jest najlepsza.
Dżibuti: Jedna z byłych kolonii, obecnie niepodległe państwo. Niesamodzielne gospodarczo, więc Francja nadal je wspiera. Pomijając fałszowanie referendów niepodległościowych, Dżibuti raczej nie powinna mieć mu nic więcej do zarzucenia. Jak przystało w stosunku do byłych wychowanków, stara się traktować ją ciepło i przyjaźnie, niezależnie od wzajemności.
Finlandia: Francja niewiele może o nim powiedzieć. W czternastym wieku sporo Finów przybyło studiować na Uniwersytecie Paryskim. Natomiast gdy Finlandia ogłosił niepodległość, Francis – zapewne za sprawą głęboko zakorzenionego w nim vive la révolution – jako jeden z pierwszych ją uznał.
Hiszpania: Przyjaciel, wróg, dobry kompan? Znają się dość długo, a mimo to Francis dotąd niespecjalnie wie, jak to między nimi jest i na jakich zasadach. Bo, bądźmy szczerzy, relacja wielokrotnie była nadszarpywana. Ze strony francuskiej, ale to taki nieistotny szczegół… Mimo historii, która momentami wcale nie wróżyła na pomyślną przyszłość, lubią się. Wychodzi na to, że każdy potrzebuje kogoś pozującego na przyjaciela. Obecnie ich relacje są bardzo przyjacielskie, a obie personifikacje lubią spędzać ze sobą czas. Antonio posiada niezwykle dużą tolerancję na francuską skłonność do naruszania cudzej przestrzeni osobistej, co samemu Francisowi jest bardzo na rękę. Dla Hiszpanii Francja jest jednym z ważniejszych partnerów handlowych, ale przecież nie spotykają się tylko w sprawach biznesowych. Blisko, po sąsiedzku, więc na wspólne sączenie lampek wina mogą sobie pozwolić dość często.
Holandia: Holandii najwyraźniej nie podobało się pod francuskim butem. Nic dziwnego. Mimo zadowalającej wymiany handlowej obecnie niespecjalnie za sobą przepadają. Właściwie to bardziej Holender za Francją. Francis może próbować być miły, ale i tak nic na tego gbura nie działa. Starał się nie będzie. A ten szalik to bardziej jemu pasuje niż Holandii.
Iran: Obecnie pozytywna jest tu tylko wymiana handlowa. Francja jest za „deeskalacją napięć" między sunnicką Arabią Saudyjską a szyickim Iranem. No, nie wypada zapominać o sankcjach. Może stosunki kiedyś się znormalizują. Teraz to najpewniej może mu tylko kiwnąć głową w ramach „dzień dobry”.
Irlandia: Wspólne walki przeciwko Anglii potrafią zjednoczyć. Francuska pomoc przy powstaniu niewiele dała, ale liczy się sam gest, prawda? Jak widać, nieprzepadanie za jednym elementem może przyczynić się do powstania pozytywnej relacji, którą można określić jako bardzo dobrą. Jest przynajmniej z kim od czasu do czasu ponarzekać na wspólny obiekt niechęci.
Kanada: To zdecydowanie ten przypadek, gdy Francis wyszedł z butów starszego brata i przywdział te ojcowskie. Dawna kolonia, której zostawił religię, tradycję, kulturę, język… A potem sprezentował całość Anglii. Cóż, to rozmija się z wizją idealnego rodzica, czy chociażby opiekuna. Dobrze, że Matthew zdaje się nie żywić do niego o to wielkiego żalu. Sam Francja też doskonale wie, że nie ma się czym chwalić. Relacja jednak jest pozytywna, kraje utrzymują gospodarcze, wojskowe i historyczne więzi. A Francis na pewno będzie pierwszym, który zauważy Kanadę i nawet na siłę będzie próbował podbudowywać jego morale.
Korea Południowa: Zaczęło się niezbyt miło, bo od francuskiej okupacji części wyspy Ganghwa. Potem przyszedł traktat przyjaźni, handlu i nawigacji, a podczas wojny koreańskiej udzielone zostało wsparcie w postaci wysłania Korei francuskich żołnierzy. Więzi kulturalne i gospodarcze są silne, rząd francuski uważa relację za bardzo dobrą, więc śmiało można stwierdzić, że się lubią.
Liechtenstein: Można chyba mówić o relacji pozytywnej. Poza wymianą handlową nie łączy ich nic więcej szczególnego, ale Lili jest na tyle urzekającym, przeuroczym stworzonkiem, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Ale woli się przy niej nie kręcić, gdy w pobliżu jest Szwajcaria. Dla własnego bezpieczeństwa.
Niemcy: Dość… specyficznie. Francis nadal traktuje go z rezerwą, choć może tego nie widać. Przeszłość nie była zbyt kolorowa, ale na chwilę obecną ich stosunki są bardzo dobre. Chociażby wspólnie stworzyli podstawy Unii Europejskiej, obecnie Niemcy to pierwszy partner handlowy Francji. Współpraca niemiecko-francuska to jeden z fundamentów polityki europejskiej Francji. Można stwierdzić, że nawet Ludwiga lubi. Jakaś niechęć mu pozostała, to fakt, ale przecież liczy się tu i teraz.
Prusy: Tak formalnie, to Prusy obecnie nie istnieje, potrafią przebywać w tym samym pomieszczeniu i dobrze się bawić, więc co stoi na przeszkodzie w byciu dobrymi znajomymi? Nic. Nawet przeszłość. Względem takowej warto jednak zaznaczyć, że łączyła ich wtedy niechęć do Austrii. Można stwierdzić, że relacja opierała się na pokazaniu, że jeden jest lepszy od drugiego. Jak było wcześniej wspomniane – obecnie dogadują się bardzo dobrze. Może Francis nie darzy go taką sympatią jak Hiszpanię, ale to już szczegół.
Szkocja: Łączy ich Auld Alliance będące jednocześnie najdłużej trwającym sojuszem w historii. Pomijając fakt, że Francja zostawiał Szkocję, gdy ten potrzebował pomocy na polach bitewnych, relacja jak najbardziej zaliczająca się do pozytywnych. Mimo różnic w charakterach potrafią się dogadać, kluczowe zapewne będzie tu porzekadło mówiące, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem – oboje nie przepadają za Anglią. Poza tym Francisowi bardzo podobają się kilty. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć.
Szwajcaria: Francja lubi wchodzić z butami tam, gdzie nie powinien, rozwalać wielowiekowe tradycje i wprowadzać zmiany wedle własnego uznania. Szwajcaria ma prawo go nie lubić. Ze strony Francisa natomiast klasyczna neutralność, która czasem miesza się z lekką obawą, zważywszy na charakter Szwajcara. Chcąc nie chcąc, Vash musi zaakceptować, że w jego kraju funkcjonuje największa społeczność francuska skupiona poza Francją. Więc wizyty nieproszonego gościa są dosyć częste. Są jednak dobrze zintegrowani gospodarczo – dla Szwajcarii Francja jest trzecim co do ważności partnerem handlowym.
USA: Francis jest bardzo wszędobylski, nie zabrakło go więc w Ameryce Północnej. Niewiele brakowało, a to on zostałby opiekunem młodej nacji, marzenia te upadły wraz z podpisaniem traktatu paryskiego. Co nie zmienia faktu, że Francja podał pomocną dłoń, gdy młodemu zamarzyła się niepodległość. Potem było naprawdę różnie. Obecnie Stany to hipermocarstwo, które podkreśla swoją przewagę na wszystkich płaszczyznach, militarnej, politycznej, gospodarczej, kulturowej itp. Zdecydowanie łączy ich fakt, że oboje mają się za narody niezbędne. Nie rozdrabniając się zbytnio – Francja to lojalny sojusznik USA, chociaż jest wiele momentów, gdy można zaobserwować, że również obawia się jego hegemonistycznych tendencji. Relacja zatem dosyć pozytywna, chociaż Francis kręci na Alfreda nosem i często traktuje jak dziecko.
Włochy Północne i Południowe: Tak naprawdę lubi dwójkę rodzeństwa, ale to nie do końca odwzajemniona relacja. O ile Feliciano również okazuję sympatię, nawet jako jeden z nielicznych śmiało nazywa Francisa starszym bratem, tak Lovino na osobę Francuza reaguję niezbyt przychylnie cóż. Liczą się chęci, więc relacje są dobre. Pod względem handlowym Włochy to drugi pod względem znaczenia partner handlowy Francji.

Ciekawostki, dodatkowe informacje:
» Jeśli usłyszysz lub zobaczysz gdzieś określenie „pierwsza córa Kościoła”, wiedz, że mowa o Francji.
» Ruletka – na wskroś francuska gra. Wynaleziona została w XIX wieku, zaś rok 1842 przyniósł ze sobą otwarcie pierwszego kasyna w Monte Carlo. Jeśli wierzyć legendzie, zawitał tam sam diabeł i podzielił się z właścicielami bardzo przydatną wiedzą, a mianowicie tym, jak oszukać przeznaczenie.
» Oceny we Francji przyjmują wartości od 0 do 20. Wszystkie liczby poniżej 10 są równoznaczne z niezaliczeniem danego materiału.
» Ponoć francuskie poczucie humoru jest denne. Ale to każdy oceni indywidualnie.
» Francuska Riwiera to dla Francuzów tylko i wyłącznie Lazurowe Wybrzeże. Ta pierwsza nazwa jest wymysłem anglosaskim. Gdybyś zapytał potencjalnego mieszkańca Francji o nie właśnie tym zwrotem, to niekoniecznie z niewiedzy udałby, że nie wie, o co chodzi. W grę wchodziłaby czysta złośliwość. Angielska ksywka przyczepiła się do niego tylko, gdyż w okresie międzywojennym – co bogatsi – Anglicy wręcz tam pielgrzymowali.
» Gdyby częstotliwość stosunków płciowych mierzyć mówieniem o nich, Francuzi zajęliby zaszczytne pierwsze miejsce we wszechświecie.
» Określeniem „Żabojady” raczono nie tylko Francuzów. W XIV wieku nazywano tak Holendrów, którzy zamieszkiwali podmokłe tereny.
» Francuskim sportem narodowym jest polityka. Tak, dyskusje polityczne są tu chyba najbardziej żywe ze wszystkich.
» Kalendarz rewolucyjnej Francji to dosyć ciekawy wymysł. Dwanaście miesięcy po trzydzieści dni plus pięć dni świątecznych i sześć w roku przestępnym. Pomińmy już detale typu septembre dziewiąty w kolejności – każdy dzień nazywał się inaczej. Przykładowo, słynny 14 lipca to szałwia, 1 lutego zowie się brokuł, a 20 grudnia nosi miano łopaty.
» Ogólne założenia polityki zagranicznej Francji to: rola historii, pryzmat państw narodowych, niezależność, wielkość Francji, równowaga.

Karta odświeżona, ale nadal jest składanką dwóch moich francjowatych kart postaci, które są moje i należą do mnie – klasycznej personifikacji i (drugiej) wersji gakuen. Dla wybitnych niedowiarków mogę sporządzić szczegółową bibliografię źródeł, z których korzystałam.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "Przedmiot współczucia, nienawiści, uwielbienia, lęku..."   Wto Sty 26, 2016 9:50 pm

Ode mnie Akcept:3
Ładna, a nawet piękna karta.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: "Przedmiot współczucia, nienawiści, uwielbienia, lęku..."   Wto Sty 26, 2016 10:37 pm

Przekazuję prośby userów Grenlandii i Teksasu o relacje. Osobiście bym tu też chętnie zobaczyła Luizjanę (mamy na forum, a toto należało do Francji) oraz Rosję, jednak łączy ich kawał historii. A Europa zniosła z Iranu sankcje tydzień temu.
A tak to akcept, bardzo ładnie. c:
Powrót do góry Go down
 
"Przedmiot współczucia, nienawiści, uwielbienia, lęku..."
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Wspólna Komnata
» Astrid Westerberg
» Wspólny sylwester 2012/13
» Wspólna gra w mmorpg?
» Pokój nr. 44; Naomi Norri i [brak współlokatora]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Przewodnik :: Karty Postaci-
Skocz do: